Motto:
„Cytuję innych tylko w tym celu, aby
oddać lepiej to, co myślę” – Montaigne.
Z „Dzienniczka” s. Faustyny: „Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej. Kara ta miała być [taka], jaką Bóg ukarał Sodomę i Gomorę. Widziałam wielkie zagniewanie Boże i dreszcz napełnił, przeszył mi serce”1. I jak zawsze, czyli jak na spowiedzi, mnie te jej słowa nie dziwią, gdyż „mądrzy inaczej” nie takie głupoty wypowiadają i przez etykietkę „wariatka” uchodzi im to płazem. Lecz jeśli na te słowa powołuje się „inteligencja” po wyższych studiach, o umyśle zabarwionym ortodoksją fanatyczną, to mnie nie tylko ręce opadają. A natrafiłem na coś takiego: „Uważa się, że powodem Bożego zagniewania była dokonująca się w majestacie polskiego prawa zbrodnia na nienarodzonych. O duchowej wadze tej winy świadczy ogrom cierpienia, jakie Sekretarka Bożego Miłosierdzia musiała znosić, czyniąc zadość Stwórcy za wołające o pomstę do Nieba krzyki mordowanych w łonach kobiet dzieci”2. Autorka tych słów (długo byłem przekonany, że to pseudonim) Anna Nowogrodzka-Patryarcha, jest bardziej porąbana niż ta s. Faustyna, co gorsza, nawet bardziej niż to ustawa przewiduje.
Okazuje się, że owo dzieciobójstwo, morderstwo na nienarodzonych, czy jak chcą niektórzy – Holokaust dzieci poczętych – to niejedyna przyczyna Gniewu Bożego na narodzie wybranym, jakim mają być Polacy (w końcu Żydów też nie oszczędzał). W tymże Dzienniczku czytamy: „Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie”3. Do wspomnianych mordów na dzieciach poczętych trzeba bowiem jeszcze dodać grzechy przeciw ciału. Według przedwojennych raportów policji największym problemem Warszawy była prostytucja (sic!) Tu drobny wtręt – Jezus wybaczył prostytutce. Czytam: „Na warszawskiej mapie grzechu niechlubnie wyróżniały się dzielnice: Wola, Muranów, Powiśle i Stare Miasto. Warto zauważyć, że to właśnie w tych miejscach okupant przelał brutalnie najwięcej polskiej krwi w czasie Powstania”4 – bożesz ty nie mój!, jak ci Niemcy dokładnie znali nie tylko przedwojenne raporty polskiej policji, ale również „Dzienniczek” s. Faustyny. Na nic się zdało cierpienie zakonnicy: „Jezus dał mi poznać, że w ten sposób wzięłam udział w Jego konaniu w ogrodzie i że te cierpienia Sam dopuścił dla zadośćuczynienia Bogu za dusze pomordowane w żywotach złych matek”. Innymi słowy, można dojść do wniosku, że żołdacy Hitlera, niczym bicz boży, byli wykonawcami woli Pana, chociaż Powstańcy mieli na ustach hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Pani Anna pisze: „Trudno wyobrazić sobie los Polaków bez przemożnego wstawiennictwa Apostołki Bożego Miłosierdzia (...) Pod tym względem hekatomba mieszkańców Warszawy w czasie Powstania i późniejsze, niemal doszczętne, zniszczenie miasta musiały nasuwać związek między wizjami i przestrogami mistyczki a stanem faktycznym”5 – a ja się zapytam z nieudawanym sarkazmem, co dało to wstawiennictwo? Niemcy zrównali Warszawę z ziemią, w końcu sobie poszli, a Ruscy wybudowali nam pałac Kultury.
Pani Anna brnie dalej w szambo rzekomo pobożnego myślenia: „Wagę jej [s. Faystyny] ustawicznego orędownictwa za ojczyznę dostrzec można lepiej w perspektywie cierpień, które stały się udziałem ludności cywilnej w czasie wojny. Pod tym względem hekatomba mieszkańców Warszawy w czasie Powstania i późniejsze, niemal doszczętne, zniszczenie miasta musiały nasuwać związek między wizjami i przestrogami mistyczki a stanem faktycznym. W perspektywie ukazanych tam dziejów zobaczyć możemy nie tylko Bożą Sprawiedliwość, ale też Boże Miłosierdzie względem grzesznika, a w związku z tym pedagogiczny wymiar kary”6, i jakby tego było mało dodaje: „Nie możemy więc wykluczyć Bożego dopustu, jakim było zniszczenie Warszawy z powodu rozlicznych grzechów jej mieszkańców. Rozważając problem w takim ujęciu, jednego możemy być pewni. Wraz z cierpiącymi mieszkańcami stolicy współcierpiał Jezus”7 i w tym miejscu najbardziej żal mi tego Jeusa.
Nie wiedzieć czemu w czasie lektury tego artykułu rozum przywołał mi obraz miasta Paryż – miasta prostytutek i burdeli, gdzie aborcja miała jeszcze większe powodzenie niż w Warszawie. Na domiar wszystkiego szerzyła się tam na masową skalę laicyzacja od czasów Rewolucji Francuskiej. I co? I nic, Niemcy ochoczo korzystali z wszelkich uroków tego miasta. Nawet go nie bronili niczym twierdzy Breslau. Czyżby Bóg upodobał sobie to miasto i otoczył je parasolem bożych łask?
Przypisy:
1, 3 - za Dzienniczkiem” s. Faustyny, wers 39 i 1038: http://faustyna.lodz.pl/wp-content/uploads/2015/02/Dzienniczek_Swietej_Siostry_Faustyny_Kowalskiej.pdf
2, 4, 5, 6, 7 - https://pch24.pl/widzialam-wielkie-zagniewanie-boze-czy-zniszczenie-warszawy-bylo-kara-za-grzechy/