Proszę tytułowego „postu” nie mylić z synonimem „notka”. Chodzi mi o prawdziwy post, taki, co to po nim idzie się w butach do nieba, czyli wstrzymywanie się od potraw mięsnych w każdy piątek tygodnia. O ile jakiś arcybiskup nie da dyspensy, która od takiego postu zwalnia. To się zdarza rzadziej niż otwarte supermarkety w niedzielę, ale się zdarza, bo taki arcybiskup dobry pan dla swoich owieczek jest. Ale do rzeczy, bo o to niechcący stałem się fanem muzyki pop, o co nigdy w życiu bym się nie posądził. Pewien utwór mnie prześladuje i tylko diabli wiedzą, jak jeszcze długo. Za to mam wrażenie, że już niedługo stanie się hitem letnich dyskotek i festiwali, tym bardziej, że wpada w ucho a tekst wcale nie taki trudny do zapamiętania. Tym łatwiej zapamiętać, że zaprezentuję Wam tekstową wersję teledysku Dawida Podsiadły „Post”.
Pewien ksiądz, Andrzej Draguła, któremu ta piosenka też wpadła w ucho, napisał: „I ja ten bunt [antykatolicki – dopisek mój] – choć oparty na stereotypach – w dużej mierze rozumiem. „Post” jest w gruncie rzeczy rozwiniętą wariacją na temat znanej wszystkim sytuacji ewangelicznej: monologu faryzeusza, który obserwując modlącego się grzesznika, chwali się przed Bogiem swoją sprawiedliwością”1. Znacie takie sytuacje? Ja znam z autopsji, bo jako ateiście często mi grożą, że do nieba nie pójdę, tak jakby nie wiedzieli, ze ostatnią rzeczą, której bym pragnął to wieczność w towarzystwie dewotów i faryzeuszy, zaś z księżmi arcybiskupami i katolickimi politykami pokroju prezydenta A. Dudy w szczególności nie chcę mieć do czynienia. Dawid Podsiadło w mistrzowski sposób wciela się w takiego dewota, który chętnie zastąpiłby św. Piotra u bram do nieba. Powiedzmy sobie szczerze, w tym pragnieniu wcale nie jest odosobniony, gdyż większość dewotów tak ma, że za słowami byłej premier, pani Beaty Szydło hołdują zasadzie, że tylko im niebo po prostu się należy, gotowi ponad połowę Polaków posłać do piekła. Uważam, że tekst ks. Draguły jest celny i powinien dawać wierzącym dużo do myślenia, choć w pewnym momencie sam sobie strzela w stopę: „Czy to jest prawda o nas, katolikach? Moim zdaniem nie. Na pewno nie jest to prawda o mnie”2. Nie wiem, nie słyszałem jego kazań, ale dam sobie uciąć mały palec lewej nogi, że wypominał wiernym ich grzeszność, przez którą do nieba się nie dostaną. Wszyscy kaznodzieje maja takie kazania według pewnego, odgórnie ustalonego szablonu. Czasami jak licealiści, ściągają je z netu, na co już nikt nie zwraca uwagi.
W ocenianiu samego siebie katolicka moralność ogranicza się do przestrzegania postów i modłów, a w ocenianiu innych kojarzona jest przede wszystkim z seksualnością, jak w prezentowanej piosence: „czy ona z nim spała” i „czy było bara bara”. Taka katolicka moralność jest karykatura chrześcijaństwa i to nie jest tylko moja opinia, ją potwierdza rzeczony ks. Draguła. Ksiądz broni się powstaniem stereotypu o życiu katolika i pewnie ma rację, ale ten stereotyp utrwalili w społeczeństwie sami katolicy. Katolik to „ten, który pości w piątek, a w niedzielę odzie do kościółka się pomodlić i wyspowiadać”, ale jest też niezdrowo zainteresowany życiem seksualnym bliźnich. Nawet jeśli to nie jest opis stanu faktycznego, trudno będzie zmienić ten stereotyp w czasach, gdy najbardziej medialnie słyszalni biskupi niczego innego nie mają do powiedzenia. Wtóruje im dzielnie minister Czarnek i jego świta, nawet ta, co podręczniki szkolne pisze. Do tego jeszcze Ordo Iuris, które chce kontrolować nasze sumienia, ale o tym już w jednej z kolejnych notek.
Przypisy:
1 - https://wiez.pl/2022/07/11/post-podsiadlo-wypuscil-dzina-z-butelki/
2 - ibidem