Zacznę od cytatu, odpowiedzi ks. Andrzeja D. na pytanie o niewiarę w diabła: „To szerzej rozumiany problem dzisiejszego świata, w którym głosi się hasła i ideologię życia beztroskiego, bez autorytetów, pozbawionego wszelkich lęków. (...) Odrzucenie jego obecności sprawia, że człowiek nie widzi swojego złego postępowania i sam próbuje decydować, co jest dobre, a co złe. Zatraca się oczywista granica między grzechem a cnotą”1. Taka retoryka kojarzy mi się z bajdurzeniem małego Kazia po dużym piwie, niemniej budzi moje rozbawienie. Ileż inteligentnego wysiłku wymagała ta argumentacja, aby usprawiedliwić własną grzeszność? Jakby na to nie patrzeć „człowiek grzeszny” brzmi znacznie lepiej i łagodniej niż przestępca, łajdak, zboczeniec. I o tego zboczeńca właśnie biega.
Ten akapit jest przeznaczony dla osób dorosłych,
gdyż będą w nim zawarte wulgaryzmy, wręcz obsceniczne teksty. Ks. Andrzej D.
jest osobą znaną bardziej niż zwykły ksiądz wikary, a nawet proboszcz w
podupadłej parafii. Mało, że oficjalny rzecznik kurii arcybiskupiej to jeszcze
dziennikarz telewizyjny, wprawdzie telewizji regionalnej TVP3, ale produkujący
się w znanym programie ogólnopolskim dla młodzieży „Ziarno”. Jak to się mówi –
klękajcie narody – nic więc dziwnego, że jego profil na fb ma niezliczone
rzesze „znajomych”. W koloratce jest wyjątkowo przystojny. I do tych znajomych
trafiła pani Ola, którą ks. Andrzej D. zainteresował się bardziej niż innymi.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu księża też mogą mieć znajome, gdyby nie
kontekst tej znajomości. Powiedzcie mi, jakim trzeba być popierdoleńcem, by w
końcu nieznajomej kobiecie posyłać kompromitujące filmiki z tekstami, które nie
tylko księdzu nie przystają? Kilka próbek, aby nie być gołosłownym:
„Poczekaj, będziesz pierwszą kobietą w
historii wyru...ną w gabinecie metropolity białostockiego”;
„Będziesz suką do spełniania moich
poleceń, zachcianek. A będzie ich dużo”;
„Sekretarz dziś zaprasza na saunę...
odmówiłem... oszczędzam nasienie”;
„Ty cały czas myślisz, że to jest tylko
zabawa. Będę jeździł po tobie jak po szmacie. Będziesz biedna, będziesz
poniżana, wykorzystywana”;
„Będziesz prywatną szmatą, suką do
spełniania moich poleceń, zachcianek. A będzie ich dużo. Musisz się do tego
przyzwyczajać”;
W czasie sfilmowanej masturbacji: „He-he-he!
Kurwa, myślisz, że będzie oszczędzone. Nie, nie będzie. Będę ją jebał ostro,
bardzo ostro, bardzo. Yy! Musi się wypiąć, dać mi dupy i będę ją pierd..ił”
(sic!)
Na pytanie dziennikarzy, co nim powodowało odpowiada niby uczniak: „Nie wiem, nie mam pojęcia, co się ze mną
stało, jak się to wydarzyło”2,
a przecież mógł powiedzieć, że to z podszeptu diabła, w którego istnienie nie
tylko bezgranicznie wierzy, ale poleca wierzyć innym. Problem chyba w tym, że
nawet dla Kościoła nie jest to już żadna okoliczność łagodząca. Tym razem abp
Guzdek reaguje szybko i prawidłowo, choć przecież nie o pedofilię tu chodzi. A
może właśnie dlatego? W końcu są niezbite dowody w postaci nagrań samego ks.
Andrzeja D. Czytam: „Kuria Metropolitalna
Białostocka informuje, że w związku z ukazaniem się informacji medialnych
dotyczących ks. Andrzeja D., decyzją abp. Józefa Guzdka, metropolity
białostockiego, został on natychmiast zawieszony w wykonywaniu powierzonych mu
zadań w archidiecezji białostockiej”3. Ciekaw
jestem, jaka będzie reakcja TVP3 Białystok?
„Zabawne” jest w tym wszystkim coś zupełnie innego. Oto Solidarna Polska
powołała Komitet „W obronie wolności chrześcijan” (ich już na amen porąbało), a
zbieranie 100 tys. podpisów zainicjowano w czasie pielgrzymki rodzin Radia
Maryja na Jasnej Górze. Czujecie bluesa? Bo na mój gust taka akcja powinna
opierać się na haśle: „W obronie przed zdemoralizowanym klerem katolickim”.
Wiem, wiem, od razu większość mi napisze, że mi odbiło, że powinienem leczyć
paranoję lub coś w tym stylu. Ale jeśli ktoś myśli, że to jedyny przypadek
zboczonego księdza, który uwielbia wysyłać obleśne teksty, fotki i filmiki – to
jest w głębokim błędzie. Większym niż ten, że ktoś nie wierzy w istnienie
diabła. Gdybym chciał tu wskazać wszystkie znalezione linki, nie byłby to
felieton, lecz elaborat. Kilka pikantnych przykładów:
- „lodzik czy coś więcej?” – ks.
Marcin K. do swoich ministrantów;
- „Jeden z księży z Wałbrzycha wysyłał
swojemu uczniowi pornograficzne esemesy”
- „Wikary w parafii w Ząbkowicach
Śląskich wysyłał nieodpowiednie SMS-y do 13-letniej dziewczyny, o czym
dowiedziała się prokuratura”;
- „Ksiądz uczący religii w Zespole
Szkół nr 5 w Wałbrzychu miał wysyłać uczniom erotyczne SMS-y. Duchowny
został zawieszony w pracy nauczyciela. Sprawa trafiła do prokuratury”;
- „Przyjdź
o 10.30 a pas mam przygotować?” – SMS do czternastolatki od młodego
wikarego. „Czternastolatka
przez kilka miesięcy była nagabywana SMS-ami przez księdza. Przez kilka
miesięcy trwała przepychanka między szkołą, kurią i księżmi, co z nią zrobić, a
nikt nie poinformował organów ścigania”.
Dość, bo mnie obrzydzenie bierze.
PS. Nazwisko ks. Andrzej jest ogólnie znane, ale mnie to „D.” wybitnie się podoba, jako określenie przeznaczone dla przestępców.
Przypisy:
1 - https://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/7,35241,28693170,bedziesz-prywatna-szmata-obsceniczna-korespondencja-rzecznika.html?_ga=2.187680301.48449014.1657817928-1973682452.1657817926#S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
2 - https://deon.pl/kosciol/abp-guzdek-zawiesil-ks-andrzeja-debskiego-powodem-wiadomosci-jakie-mial-wyslac-do-nieznajomej,2163320
3 - ibidem
