Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetarianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wegetarianizm. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2020

Vegemazidło

 

  Dziś tak poza oficjalnym trybem. Muszę choć na krótko odpocząć od polityki. Sprawa jest błaha, ale głośna. Czytam alarmujący tekst z krytykipolitycznej.pl (z ubiegłego roku): „Czujecie ten smród? To lobby mięsne sra w gacie ze strachu, że przestanie im się opłacać zabijanie zwierząt. Nie czujecie? To poczujcie. 1 kwietnia Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego zagłosowała za przyjęciem poprawki, która zakazywałaby używania nazw historycznie odnoszących się do mięsa i produktów odzwierzęcych w odniesieniu do wyrobów pochodzenia roślinnego. Według członków komisji, którzy złożyli wniosek, nazwy te mogą być mylące dla konsumentów. Pomyślcie, że to żart, ale to się dzieje naprawdę. Unia Europejska chce nam zabrać kiełbaski, burgery, parówki i wegańskie schabowe”1. Sprawa wróciła na wokandę Unii i nie brak dziś podobnych głosów. Zamach na wegetarianizm i weganizm!

  Niejaka pani Marta Dymek, podobna do Doroty Sumińskiej, z powodu której musiałem zamknąć dwa poczytne blogi, alarmuje: „Cofa nas to do zamierzchłych czasów i do przestarzałego, fałszywego i sztucznego podziału świata na wegetarian i mięsożerców. Teraz ważą się losy wegeburgerów, roślinnych kiełbasek czy wegańskiego smalcu. Producenci odzwierzęcych produktów lobbują, by zakazać używania tradycyjnych nazw dla ich wegańskich alternatyw. Niedozwolone miałyby być nawet nazwy sugerujące oryginał, jak o smaku masła czy w typie jogurtu”2. Jest jeszcze ciekawiej. Pani Iga Czubak nazwała swoją wegetariańską firmę „Roślinny Qurczak”, aby uniknąć plagiatu i nieporozumień. Dodam, że wszystkie kurczaki są właściwie roślinno-żerne i de facto nie ma tu żadnej sprzeczności. Ale, co ja mam o tym myśleć, tradycyjny mięsożerca, skoro kurczak to kurczak, a nie qurczak? Gdybym zamawiał qurczaka, czyniłbym to ustnie, a nie piśmiennie.

  Cała ta nagonka na Unię Europejską z powodu tych wegetariańsko-wegańskich nazw jest właściwie strzałem w stopę wrogów mięsa. Dowodzi jednego – oszukują nie tylko siebie. Była już kiedyś akcja z masłem roślinnym, bo określenie margaryna źle się kojarzyło, a tak powinna się owo rzekome masło nazywać, gdyż ten chemicznie przetworzony produkt nie ma nic wspólnego z prawdziwym masłem. Weźmy taki produkt jak kiełbasa. Według słownika JP: „wędlina z rozdrobnionego mięsa, w osłonce z jelita zwierzęcego lub sztucznej”. Gdzie tu miejsce na kiełbaski wegetariańskie, skoro te, to produkt z białej fasoli w sztucznym szczewie? Proponuję nazwę pokiełbasina fasola, lub dla parówek wegańskich papka z soczewicy, i od razu wiemy, z czym mamy do czynienia. Albo taki kotlet sojowy. Kotlet to: „potrawa mięsna, smażona zazwyczaj na patelni przy użyciu niewielkiej ilości tłuszczu, na bazie mięsa wieprzowego, wołowego, cielęcego i drobiowego, rzadziej z innych rodzajów mięsa”. Gdzie tu mowa o soi?  Tak przy okazji, gdzieś, kiedyś przeczytałem, że soja szkodzi: „Może wpływać na bezpłodność i zaburzać gospodarkę hormonów płciowych. Soja zawiera bardzo dużo izoflawonów, związków biologicznie czynnych, które w organizmie człowieka przekształcają się w fitoestrogeny i mogą aktywować receptory estrogenu”3. Weganie zaprzeczają, a ja na wszelki wypadek nie zabiorę głosu w tym temacie, ale tej soi jeść nie zamierzam. Nie znam się na tych związkach i nie ulegam spiskowym teoriom dziejów, niemniej uważam, że ów sojowy kotlet powinien się nazywać: smażona miazga sojowa.

  Kolejne nieporozumienie to wegańskie kotlety schabowe. Schabowy to „potrawa z mięsa wieprzowego nazywającego się schab”. Nie ma innej możliwości. Więc to coś u wegan powinno się nazywać ciecierzyca w panierce. A już największe kuriozum – wegański smalec (sic!) Przecież smalec od wiek wieków to tłuszcz zwierzęcy. Pychotki, taki ze skwarkami lub smażoną cebulką. No quźwa, to już chyba sam diabeł podkusił tych wegan zaadoptować tę nazwę do produktu z fasoli i ugotowanej kaszy gryczanej, mającej symulować skwarki. Kto z moich Czytelników wymyśli prawdziwie wegańską nazwę dla tego produktu? Bo ja już nie mam pomysłu, poza mało atrakcyjnym mazidło wegańskie. Wrócę jeszcze na moment do tej firmy „Roślinny Qurczak”. W ofercie znalazłem takie potrawy jak: stripsy z qurczaka, qurczak gyros, czy qurczak na wypasie. Zapytam ironicznie: czego boją się producenci tych potraw, skoro są produkowane z białej fasoli? Co takiego złego jest w nazwach: stripsy z fasoli, fasola gyros, czy fasola na wypasie? Czyż tu nie mamy do czynienia z przykładem klasycznej hipokryzji?


Przypisy:
1 - https://krytykapolityczna.pl/felietony/jas-kapela/unia-chce-odebrac-weganom-kielbaski/
2 - https://wyborcza.pl/7,155287,26417013,pe-glosuje-nad-zakazem-wege-nazw-marta-dymek-kto-bedzie-chcial.html#S.Gospodarka-K.C-B.1-L.1.duzy
3 - https://zdrowepasje.pl/content/soja-szkodzi-zdrowiu-producenci-ukrywaj%C4%85-prawd%C4%99