niedziela, 12 grudnia 2021

Zatruty pocałunek

 

 


  Jest 13 grudnia 2000 roku. Adam Michnik składa wizytę gen. Jaruzelskiemu i czule go wita słowami: „Wreszcie ktoś ciebie kocha. Ja go kocham, ja go kocham, ja go po prostu kocham”. Później dodaje: „Wedle mojej opinii on dla Polski zrobił tyle, że bez niego nic by nie było. Bez ciebie nie byłoby nic. Ja będę zawsze bronił Wałęsy i zawsze będę bronił ciebie”1. I tu warto dodać, że praktycznie do dziś te nagrania nie były nikomu znane. Ale czyżby nie było wiadomo, że w tamtym czasie Michnik darzył Jaruzelskiego pewną dozą sympatii? Ci, co tego nie pamiętaj, widać mają sklerozę... Przypomnę. W 1989 roku A. Michnik napisał znamienny artykuł: „Wasz prezydent, nasz premier”, i już 18 lipca tego samego roku Jaruzelski zgodził się kandydować, gdy NSZZ „Solidarność” zapewniła mu swoje poparcie. Przypomnę też, że jeszcze w 2014 roku tuż po jego śmierci, CBOS przeprowadziło sondaż, z którego wynikało, że 47 procent Polaków dobrze oceniało postać Jaruzelskiego.

  Tu muszę coś wyjaśnić. Akapit powyżej w żadnym wymiarze nie jest próbą wybielenia Jaruzelskiego. Nigdy nie budził mojej sympatii i to od 1968 roku po interwencji WP w Czechosłowacji, a wcześniej w ogóle nie był mi znany. Niemniej w żaden sposób nie mogę zrozumieć obecnej nagonki prawicowych mediów na Michnika pod wspólnym a znamiennym tytułem „Taśmy Michnika”. Biorąc go w obronę, zwrócę uwagę na jeden fakt – jego relacje z Jaruzelskim w 2000 roku miały charakter przede wszystkim prywatny, choć obaj żywo zajmowali się polityką i mieli duży wpływ opiniotwórczy w Polsce. I to jest odpowiedź dla Konrada Kołodziejskiego, który pyta na łamach wPolityce.pl2, jak to możliwe, że Michnik kiedyś uwiódł tysiące Polaków? W tym pytaniu jest kardynalny błąd, Michnik uwiódł nie tysiące a miliony Polaków stęsknionych wolności od autorytarnej władzy. Był normalny nie tylko na swój sposób, on kultywował tradycyjny styl polskiej społeczności – dużo gadał, pił wódkę, palił papierosy, rozrabiał i choć Polak żydowskiego pochodzenia, nawet czasami modlił się w kościele. Był jak większość z nas, którym daleko do sztywniaków zarówno stricte lewicowej (komunistycznej) jak prawicowej (nacjonalistycznej) władzy, których rzekomo różnią poglądy, ale nie metody sprawowania tejże. Czy Michnik miał za co dziękować Jaruzelskiemu? W 2000 roku chyba miał, choćby za to, że Jaruzel nie próbował zostać wiecznym prezydentem, a przecież mógł, bo jako prezydent wciąż miał do dyspozycji wojsko a do kwietnia 1990 roku również milicję. Pewnie zrozumiał, że drugi stan wojenny utopi kraj we krwi już na amen. O klasie człowieka świadczy jednak nie chęć zemsty, ale zdolność wybaczania. Adam Michnik miał niezbywalne prawo do tego, aby Jaruzelskiemu wybaczyć i sorry za wulgarność, ale prawicy i wszystkim tym, którzy dostali wypieków wściekłości po obejrzeniu filmiku powiem wprost – a gówno wam do tego.

  Dziś prawica usiłuje z Michnika zrobić personę non grata, bo ten wciąż cieszy się dużą popularnością w Polsce, a co gorsze – również w świecie. Prawica takiego człowieka nie ma i mieć nie będzie, tam nie ma żadnego autorytetu i powiem wprost – nawet Lech Kaczyński nim nie był. I być może dlatego, że trudno tam znaleźć kogoś bez winy, kiedy nie wiadomo jak bronić Objatków, Mejzów, a nawet przekrętów majątkowych Morawieckich czy Szumowskich, kiedy walą się w gruzy autorytety hierarchów kościelnych – prywatna, mocno zakrapiana imprezka z udziałem Michnika sprzed ćwierć wieku urasta do miana zdrady narodowej. Tymczasem upublicznienie tej „imprezki” najnormalniej śmierdzi bezprawiem, bo te taśmy na pewno do TVP, a nawet IPN nie należą. Jak się znalazły w rękach pani Gargas – tego nie wie nikt. Przynajmniej oficjalne. One zostały zarekwirowane i do końca śledztwa nie miały prawa znaleźć się w mediach.

  Coś przypomnę: w 2012 roku nieżyjąca już pani Torańska [autorka nagrań z Michnikiem i Jaruzelskim] napisała do Jarosława Kaczyńskiego: „Wybaczam Panu wszystkie nieprawdziwe słowa, które wypowiedział Pan pod moim adresem. Tłumaczę to sobie Pana intelektualną potrzebą ciągłej reinterpretacji przeszłości wedle orwellowskiej zasady: 'Kto rządzi przeszłością, w jego rękach jest przyszłość”3. Rzecz w tym, że w jej dokumentach były również oprócz Michnika całe godziny sfilmowanych rozmów z Kaczyńskim. Jestem ciekaw, czy pani Gargas pokaże je w TVP? Niech zgadnę, to jest marzenie ściętej głowy. A Kaczor Żoliborski siedzi i zwija sreberka..., z maili Dworczyka.

 

Przypisy:
1 - https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/ja-go-kocham-ja-go-po-prostu-kocham-szokuj%C4%85ce-s%C5%82owa-michnika-o-jaruzelskim/ar-AARFdPg?li=BBr5KbO
2 - https://wpolityce.pl/media/577566-jak-to-mozliwe-ze-michnik-uwiodl-kiedys-tysiace-polakow
3 - https://wyborcza.pl/7,75398,27897927,tasmy-kaczynskiego-w-archiwum-toranskiej-zagarnietym-przez-ipn.html#S.DT-K.C-B.2-L.1.duzy

 

piątek, 10 grudnia 2021

Anioł czy kanalia

 

  Stał się cud. Prawdziwy cud w czasach współczesnych. Niejaki Tomasz Guzowski przyjechał na konferencję prasową na wózki inwalidzkim. I wyobraźcie sobie, że pewnej chwili wstał o własnych siłach i trwał chwilę w postawie stojącej na własnych, osobistych nogach bez trzymanki (sic!) Nawet ręce rozłożył jak Jezus przybity do krzyża. Podobno to efekt eksperymentalnej terapii leczniczej w Meksyku, którą to metodę zachwalał wiceminister sportu Łukasz Mejza ciężko, czasami śmiertelnie chorym za jedyne 80 tys. dolarów. Fakt, od nikogo nic nie wziął, bo sprawa się rypła, czyli okazała się śmierdząca. Teoretycznie przestępstwa nie było, więc PiS ma prawo wciąż mieć większość sejmową.


  Prawnie nie wiadomo jak jest, sprawę bada prokuratura pod kątem nieprawidłowości w rejestracji spółki i zatrudnieniu pracowników „na czarno”. Moralnie ten facet to przysłowiowa kanalia, która rozbudzała fałszywą nadzieję na cudowne uzdrowienie. Nawet ten Guzowski nie chciał pokazać dokumentacji leczniczej, która go rzekomo wyleczyła, choć ową konferencję prasową opuszczał na wózku, nie odpowiadając na pytania dziennikarzy.  A jednak są tacy (dziennikarze), którzy chcą zrobić z Łukasz Mejzy anioła. Do nich zalicza się nie kto inny jak sam Maciej Karnowski, który w artykule na portalu wPolityce.pl tak tłumaczy nieskazitelność działań Mejzy: „Po pierwsze, w świetle kamer, poseł Łukasz Mejza publicznie potwierdził iż spółka, którą założył, nigdy nie wystawiła żadnej faktury, nie nastąpił żaden przelew od żadnego chorego - a nawet nie miała konta (...) Po drugie, przedstawienie historii Tomasza Guzowskiego, chorego, który twierdzi iż dzięki tej terapii odzyskał zdrowie, jego osobista relacja, mają swoją wagę. Pokazuje iż u źródeł sprawy nie leżał cyniczny plan zarobienia góry pieniędzy, ale doświadczenie żywego człowieka [podkreślenie moje]. (...) Po trzecie, wspomniane przez Mejzę tło polityczne jest faktem. Trwa polowanie na każdego polityka obozu Zjednoczonej Prawicy, bo większość jest krucha i każdy strzał może mieć potężne konsekwencje polityczne”1. Ok, panie Michale, sam Mejza powiedział dosłownie: „Jeśli oddam mandat, to opozycja uzyska większość i wywoła kryzys parlamentarny” czyli nie opozycja poluje na polityka obozu Zjednoczonej Prawicy, to skompromitowany poseł boi się utraty większości w Sejmie.

  Wręcz bym się zgodził z trzecim punktem gdyby pan Karnowski nie zataił pewnych faktów, które każą patrzeć na tę konferencję z perspektywy kabaretu, zresztą dość miernego. Otóż prokuratura, ta prokuratura od ministra Ziobry oraz CBA też praktycznie podległa Ziobrze, badają kilka innych śmierdzących spraw ściśle związanych z aniołkiem Mejzą – handel lewymi maseczkami na nieistniejącą firmę, pożyczki na kampanię wyborczą od nie wiadomo kogo, zatrudnianie na czarno ludzi, oszukani wspólnicy. Mało? Jest jeszcze wyłudzenia dofinansowania unijnego z projektu „Lubuskie Bony Rozwojowe” przez spółkę Future Wolves. Aby było śmieszniej pan Terlecki liczy na to, że sam pan wiceminister zawiesi działalność w ministerstwie, choć o wydaleniu z partii nie zająknął się ani słowem. He, he, po owej konferencji z cudem wierzyć w cuda, że Mejza sam poda się do dymisji, to trzeba być człowiekiem niezwykle silnej wiary. W mojej nie bez ironii ulubionej wPolityce.pl, jest taki tytuł: „Zdecydowana odpowiedź ws. Mejzy. Czy rząd opiera się na tym polityku? Prezes Jarosław Kaczyński: Nie sądzę”2. Pół dnia zastanawiałem się na ile owo „nie sądzę” jest „zdecydowaną odpowiedzią”? Przyznam ze skruchą – do dziś nie wiem...

 

Przypisy:
1 - https://wpolityce.pl/polityka/577193-trzy-wnioski-po-konferencji-mejzy-i-guzowskiego
2 - https://wpolityce.pl/polityka/577217-czy-rzad-opiera-sie-na-mejzie-prezes-kaczynski-nie-sadze
3 - foto: Agencja Wyborcza.pl