niedziela, 24 lipca 2022

Umiłowani wierni w Chrystusie Panu

 

  Powinienem napisać w tytule „Umiłowani bracia i siostry (...)”, lecz wtedy byłoby to bluźnierstwo z mojej strony i można by mnie zadenuncjować do prokuratury za obrazę uczuć religijnych. Bo jakże tak, ateista miałby czelność bezprawnie przyznawać sobie pokrewieństwo z wierzącymi? Ale do rzeczy. Zwracam się do was w ważnej sprawie, gdyż pewnie nie czytacie artykułów z portalu Więź (wiez.pl.), dodajmy uczciwie – portalu, który nie cieszy się szacunkiem (i to jest wygładzne określenie) ze strony katolickiej ortodoksji o zabarwieniu fanatycznym. A szkoda, bo tam z reguły mądrze piszą, choć pewnie, jak to określiła noblistka Tokarczuk – nie są to teksty dla idiotów.

  Mnie „to” niby nie powinno interesować, wszak nie moja bajka, a przecież są tacy, których interesują sadystyczno-erotyczne kryminały, horrory (nie tylko o wampirach), harlekiny czy nawet zabobony, i nikt im z tego powodu zarzutów nie czyni. A tym „to” jest przekonanie i wynikająca z niego postawa wierzących, że na niebo trzeba sobie zasłużyć przez sztywne trzymanie się pewnych reguł, jednoznacznych nakazów i zakazów. Do tego przekonanie, że owo niebo można kupić za odpusty i modlitwy (również te skierowane przeciw innym), za regularne chodzenie do kościoła by wysłuchać „Słowa Bożego”, konieczny udział w procesji Bożego Ciała, czy zaszlachtowany karpik, jako danie główne wigilijnego stołu. Tymczasem w Ewangeliach nie znajdziemy instrukcji dotyczących obrzędów religijnych, powiem więcej, większość owych obrzędów Jezus wręcz krytykował (będzie poniżej). De facto polecał jedynie chrzest (osób dorosłych, świadomych tego, co robią) oraz Eucharystię (choć nie w tej formie, jaką stosują obecnie katolicy) jako pamiątkę ostatniej wieczerzy. Nawet post (lub jak kto woli – wstrzemięźliwość) wynikał z tradycji judaistycznej, zaś w Ewangeliach też nie ma słowa o tym by Jezus go nakazywał. Co się zatem porobiło, że zamiast żyć zgodnie z naukami Jezusa katolicy wolą magiczne obrzędy i rytuały? Odpowiem szczerze, że nie wiem. Optuję za tym, że winni tego stanu rzeczy są po równo: świeccy, sfanatyzowani ortodoksi, jak i masochiści, dobrowolnie poddający się katordze celibatu. To oni sprawili, że od dziecka wzrastamy w atmosferze heretyckich sformułowań w rodzaju: „jeśli będziesz źle postępował, to Bóg przestanie cię kochać”, „wiedz, że Bóg Cię wszędzie widzi i zna Twoje myśli”, czy „jak nie będziesz chodził do kościoła, pójdziesz do piekła”, a później „osoba pobożna to taka, która odmawia dużo modlitw, ma ołtarzyk przy łóżku i uczestniczy często w obrzędach religijnych”. Kto z katolików lub byłych katolików nie słyszał podobnych „nauk”, niech pierwszy rzuci kamieniem..., byle tylko na wiwat, aby nikomu krzywdy nie zrobić.

  „Mam wrażenie, że wysoka Komisja, nakazująca pisanie słowa Bóg z dużej litery, tak naprawdę każe składać hołd nie Bogu, lecz stworzonemu przez siebie obrazowi jakiejś siły wyższej, której trzeba się koniecznie bać”1 pisze ks. Wojciech Żmudziński SJ. Kiedyś zarzucono mi hipokryzję, teraz się przyznam – jedyny jej przejaw to właśnie pisanie słowa Bóg z dużej litery, choć jest to nawyk wynikający bardziej z szacunku do wierzących niż stosowanie się do reguł Komisji językowej. Ów ks. Wojciech pisze dalej: „Bałwochwalcy skupiają się na skrupulatnym przestrzeganiu wszelkich nakazów i zakazów tylko po to, by zaskarbić sobie przychylność bóstwa, aby się mu nie narazić. Nie kochają ludzi spoza grona swoich. Chcą sami zasłużyć na zbawienie i wyprosić je co najwyżej mniej „pobożnym” bliskim. Niewiele obchodzi ich ludzkość. Nie chcą, by niebo było gratis. Nienawidzą grzeszników [choć Kościół jest ich pełen – dopisek mój] i „szczękają zębami”, gdy widzą, jak ci naruszają „przenajświętsze” obyczaje”2. I ja się pod tym podpisuję obiema rękami dodając, że cała powyższa treść mojej notki jest oparta na artykule, skąd ów cytat zaczerpnąłem.

  Teraz całkiem coś od siebie. Trochę czasu straciłem na poszukiwanie odpowiednich cytatów z Biblii, ale ostatecznie się opłaciło. Szczególnie bogata w oskarżenia jest Ewangelia św. Mateusza, skierowane przeciw faryzeuszom i elitom Izraela, oraz przeciw ich hipokryzji, lecz bądźmy w Prawdzie szczerzy do bólu – dzisiejsze „elity” katolików mają dokładnie tak samo jak ich starożytni poprzednicy, starsi bracia w wierze. Będzie więc mała wyliczanka, co bardziej trafnych wersów ewangelicznych:
- „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami” [Mt 23, 15];
- „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są one zdzierstwa i niepowściągliwości” [Mt 23, 25];
- „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych. (...) Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?” [Mt 23, 27 i 33];
- „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości”2 [Mt 23, 27-28].

  Szczególnie ten ostatni przykład jakoś dziwnie mi się kojarzy z pewnym księdzem – jak się pewnie wszyscy domyślają – Andrzejem Dębskim. A przecież nie jedyny on ci.

  PS. Mam też dla Was zagadkę z rodzaju – kto to powiedział: „Wy jesteście, drogie siostry, matkami, żonami – jesteście także córkami; jesteście narzeczonymi; jesteście siostrami. Waszym życiowym powołaniem jest dawać ludziom życie”? Odpowiedź już za kilka dni w następnej notce, tym razem na blogu Świętoszka.

 

Przypisy:
1 - https://wiez.pl/2022/07/22/najbardziej-rozpowszechniona-herezja-ze-na-niebo-trzeba-zasluzyc/
2 - ibidem;
3 - wszystkie cytaty za Biblią Tysiąclecia, wydanie netowe: https://biblia.deon.pl/index.php

 

wtorek, 19 lipca 2022

A może by tak ateistów do rezerwatów?

 

  Asenata podsunęła mi link, a zarazem temat tej notki. Ksiądz, niejaki Teodor Sawielewicz z pozoru wyraża szacunek do ateistów: „Pierwszym lekarstwem na ból istnienia ateistów jest pokora. Polega ona na tym, że nie uważam się za osobę lepszą od kogoś, kto nie wierzy. Tym bardziej nie uważam się za moralnie lepszego. Pokora jest prawdą”1. Z pozoru, bo pierwsze i ostatnie zdanie cechuje wyjątkowo pycha – oto choć jestem gorszy i tak jestem lepszy, bo mam w sobie pokorę. Czy pokorę wobec ateistów? I tu jest problem: „Jeżeli wierzę w Jezusa, to nawet jeżeli jestem gorszy moralnie różnica między mną a ateistą jest taka, że Jezus mnie usprawiedliwia, a on w to nie wierzy, nie ma narzędzia zbawienia. To, co mnie zbawia to nie doskonałość moralna, ale to, że Jezus mnie zbawia z grzechu” (sic!) Przekładając to z polskiego na nasze: mogę być moralnie gorszy od ateisty, ale to za mną stoi Jezus i mnie zbawi. Większej bzdury, bardziej wyrafinowanej hipokryzji, dawno nie słyszałem. I jeszcze to: „Będę się modlił za ateistę, będę pościł i go przekonywał”. Ja bym proponował, aby ks. Teodor, zamiast tracić czas na mnie, modlił się o swoje zdrowie (bo o rozum za późno?), czemu służy również racjonalny post, wstrzemięźliwość od ateistów.

  A tak – prawda, ks. Teodor wyraża również chęć przekonywania mnie. Tylko nie bardzo wiem do czego? Czyżby do tego, abym tak jak on nie żył moralnie? Spokojna Twoja czaszka ojcze kaznodziejo – moja moralność w Twoim rozumieniu i tak nie wygląda dobrze – np. łamię nagminnie trzy pierwsze przykazania Dekalogu, miałem też na bakier z szóstym i dziewiątym. Się wyjaśnia, gdy czytam: „Nie będę wchodził w dyskusje o tym, co zrobił dany biskup, ale będę ateiście opowiadał o bożej miłości. O tym, że Pan Bóg za nim tęskni”. He, he, będziesz omijał niewygodne i trudne dla Ciebie tematy, ale truł mi będziesz o miłości i tęsknocie Pana Boga! Rozumiem, że z Nim gadasz codzienne o moim ateizmie (to się podobno leczy) tak jak w tej piosence ludowej „Stał się cud pewnego razu...”. Bo widzisz, patrząc realnie na ten świat ani tej Jego miłości nie widać, ani jej odczuć. Jest za to coś z tęsknoty – zsyła na nas choroby i inne nieszczęścia, aby prędzej posłać do nieba. Do piekła też, a może nawet bardziej...? Potwierdzają to słowa: „pamiętajcie, że przede wszystkim musicie opowiadać ateistom o Jezusie, który zbawia, kocha, tęskni, dla którego mamy ogromną wartość. I właśnie dlatego, że mamy dużą wartość, Jezus nie zgadza się, aby ten diament leżał w błocie. On jest przeznaczony do rzeczy wiecznych”. Coś w tym prawdy jest. Jeśli bowiem ateista jest diamentem, to szkoda aby faktycznie leżał w błocie. Lepiej posłać go do piekła, wszak tam potrzebne jest też paliwo, co w czasie obecnej inflacji i trudności z węglem stanowi pewien problem nawet dla diabłów. Jeśli zaś idzie o opowiadanie o kochającym Jezusie proponuję jako początek popularne zdanie: za siedmioma górami, za siedmioma morzami..., kończąc też tradycyjnie: żyli długo i szczęśliwie... W młodości lubiłem słuchać, choć teraz mnie wkurza, gdy podobne bajki opowiadają prominenci PiS-u.

  Na koniec to, co najważniejsze, czyli rady ks. Teodora: „Jak żyć wśród ateistów? Kierować się miłością. Żeby ludzie, którzy patrząc na ciebie widzieli człowieka innego. Radosnego, nie smutnego. Jezus, on daje radość, rozwiązuje trudności. Mogę mu powierzyć swoje zmartwienia. Ateista może mieć bardzo rozbudowane wartości. Ale nawet największe wartości ludzkie w porównaniu z relacją z Bogiem to pogoń za wiatrem. Rozwijajcie swoją wiedzę teologiczną i wiarę, wtedy nie będziecie się bać wyjścia do ateistów”. Czyli znów propozycja kłamstwa i czystej hipokryzji? No bo jak rozumieć słowa: „Żeby ludzie, którzy patrzą na ciebie widzieli człowieka innego”? Mnie tak dwie żony oszukały. Dlaczego wierni w przewadze się nie śmieją? Odpowiedź jest prosta – bo nikt za nich ich własnych problemów nie rozwiąże – nawet Jezus. I jeszcze to: „wtedy nie będziecie się bać ateistów”. Jeszcze lepszym rozwiązaniem, nawet łatwiejszym niż udawanie radosnego i szczęśliwego jest zamknąć ateistów w jakimś rezerwacie, który się opłotuje. Doświadczenie już macie, wierni w Chrystusie Panu – przy budowie płotu na granicy z Białorusią, notabene, postawiony też przed niechrześcijanami. 

 

Przypisy:
1 - https://deon.pl/wiara/jak-rozmawiac-z-ateista-i-jak-zyc-wsrod-nich-ks-sawielewicz-odpowiada,2161109