Tym razem nie będę przynudzał o ewolucjonizmie biologicznym. Miłośników Inteligentnego Projektu i tak nie przekonam, tym bardziej kreacjonistów. Zatem porozmawiajmy o ewolucji kulturowej, której obecnie jesteśmy naocznymi świadkami. Najpierw porównajcie te dwie budowle.
Pomyśleć, że pierwszą zbudował niepozorny ptaszek (skojarz z ptasim móżdżkiem) wielkości naszego wróbla, drugą rozumny człowiek. Powiem wręcz, że jest gorzej. Ten wikłacz złotogłowy właściwie nie powinien tego gniazda zbudować. Gdy przychodzi na świat, nie wie jak to gniazdo jest zbudowane, gdy nadejdzie jego czas, buduje je bez podręcznika i kilkuletnich studiów architektonicznych pod kierunkiem profesorów. Człowiek postawi zaś tylko taki szałas mimo nabytej wiedzy, jeśli nie ma innego materiału, narzędzi i odpowiednich pomocników. Oczywiście nie wyciągajcie zbyt pochopnych wniosków z tego przykładu. W końcu człowiek może się pochwalić taką budowlą jak Al Hamra w Kuwejcie.
W czym więc rzecz, gdzie w
tym ukryty jest haczyk? Ano właśnie w ewolucji kulturowej. Wikłacz złotogłowy
ma tworzenie konstrukcji gniazda w genach. Nie musi niczego wymyślać, ani się
uczyć. Tyle, że przez to nie wymyśli nic nowego. Gniazda, choć czasami różnią
się kształtem, oparte są na tej samej zasadzie budowania. I tak już pewnie
dziesiątki tysięcy lat. Tymczasem człowiek rodzi się niemal jak tabula rasa, wszystkiego musi się uczyć, a jak się nauczy, może
kombinować dalej i dalej. I kombinuje, przy czym warto zwrócić uwagę na fakt,
że tak gdzieś od dwóch wieków kombinuje w postępie geometrycznym. Ciężkie i
czasami upiorne budowle gotyckie, później renesansowe, z przerostem mało
funkcjonalnych ozdobników, zastępuje czymś finezyjnym, czymś, co na nasz wciąż
tradycyjny rozum powinno się natychmiast zawalić. Warto też zwrócić uwagę na
jeszcze jeden zdumiewający fakt kulturowej ewolucji. Do niedawna siwizna starego człowieka
kojarzyła się z autorytetem, skarbnicą wiedzy i doświadczeń, strażnikiem tradycji i co tam by
jeszcze nie napisać, od którego młodzi mogli się wiele nauczyć. Ale w końcu
nastał czas by opuścić plemiona zbieracko-łowieckie, w których spędziliśmy 95 procent
naszej egzystencji jako gatunek. Wprawdzie wciąż w nas tkwią instynkty ludów
pierwotnych, niemniej dziś już częściej polegamy na smartfonach niż na siwych starcach. Tysiącletnie
tradycje coraz bardziej zaczynają nam ciążyć i coraz mniej pasują do
dzisiejszego świata. Przez to dziś, w dobie postępu technologicznego, to
stary człowiek musi młodego prosić o pomoc. Jeśli jest jeszcze sprawny
intelektualnie i manualnie wiele się dowie od znacznie młodszego pokolenia. Na pewno nie będzie
podejrzliwie zaglądał do lodówki, czy mu ktoś prądu nie kradnie i właściwie nie ma czego żałować.
No dobrze, ale co wspólnego
ma z tym Kościół zawarty w tytule? Posługując się alegorią, ulubioną formą
narracji biblijnej, powiem nie bez wzniosłej finezji – dziś Kościół jest jak ów
wikłacz złotogłowy. Odziani w złote czapki hierarchowie lubią wikłać nam życie, gdyż są
wrogami postępu. Choć jednocześnie złego słowa nie powiem, niektóre starożytne
budowle sakralne są naprawdę piękne, co podziwiam w relacjach z różnych turów
kolarskich. Tyle, że tu postępu nie widać, gdy dla odmiany pokazują współczesne
kościoły, które coraz częściej kojarzą mi się z szałasami, w dodatku coraz
bardziej pustymi. A przecież nie tylko o architekturę tu chodzi, liczy się
przede wszystkim szeroko rozumiana ewolucja kulturalna i intelektualna.
Przypisy:
całość na podstawie artykułu o ewolucji: https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27512794,z-ewolucyjnego-punktu-widzenia-minister-czarnek-jest-na-straconej.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly



