poniedziałek, 6 września 2021

Wikłacz złotogłowy i Kościół

 

 

  Tym razem nie będę przynudzał o ewolucjonizmie biologicznym. Miłośników Inteligentnego Projektu i tak nie przekonam, tym bardziej kreacjonistów. Zatem porozmawiajmy o ewolucji kulturowej, której obecnie jesteśmy naocznymi świadkami. Najpierw porównajcie te dwie budowle.



  Pomyśleć, że pierwszą zbudował niepozorny ptaszek (skojarz z ptasim móżdżkiem) wielkości naszego wróbla, drugą rozumny człowiek. Powiem wręcz, że jest gorzej. Ten wikłacz złotogłowy właściwie nie powinien tego gniazda zbudować. Gdy przychodzi na świat, nie wie jak to gniazdo jest zbudowane, gdy nadejdzie jego czas, buduje je bez podręcznika i kilkuletnich studiów architektonicznych pod kierunkiem profesorów. Człowiek postawi zaś tylko taki szałas mimo nabytej wiedzy, jeśli nie ma innego materiału, narzędzi i odpowiednich pomocników. Oczywiście nie wyciągajcie zbyt pochopnych wniosków z tego przykładu. W końcu człowiek może się pochwalić taką budowlą jak Al Hamra w Kuwejcie. 


  W czym więc rzecz, gdzie w tym ukryty jest haczyk? Ano właśnie w ewolucji kulturowej. Wikłacz złotogłowy ma tworzenie konstrukcji gniazda w genach. Nie musi niczego wymyślać, ani się uczyć. Tyle, że przez to nie wymyśli nic nowego. Gniazda, choć czasami różnią się kształtem, oparte są na tej samej zasadzie budowania. I tak już pewnie dziesiątki tysięcy lat. Tymczasem człowiek rodzi się niemal jak tabula rasa, wszystkiego musi się uczyć, a jak się nauczy, może kombinować dalej i dalej. I kombinuje, przy czym warto zwrócić uwagę na fakt, że tak gdzieś od dwóch wieków kombinuje w postępie geometrycznym. Ciężkie i czasami upiorne budowle gotyckie, później renesansowe, z przerostem mało funkcjonalnych ozdobników, zastępuje czymś finezyjnym, czymś, co na nasz wciąż tradycyjny rozum powinno się natychmiast zawalić. Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden zdumiewający fakt kulturowej ewolucji. Do niedawna siwizna starego człowieka kojarzyła się z autorytetem, skarbnicą wiedzy i doświadczeń, strażnikiem tradycji i co tam by jeszcze nie napisać, od którego młodzi mogli się wiele nauczyć. Ale w końcu nastał czas by opuścić plemiona zbieracko-łowieckie, w których spędziliśmy 95 procent naszej egzystencji jako gatunek. Wprawdzie wciąż w nas tkwią instynkty ludów pierwotnych, niemniej dziś już częściej polegamy na smartfonach niż na siwych starcach. Tysiącletnie tradycje coraz bardziej zaczynają nam ciążyć i coraz mniej pasują do dzisiejszego świata. Przez to dziś, w dobie postępu technologicznego, to stary człowiek musi młodego prosić o pomoc. Jeśli jest jeszcze sprawny intelektualnie i manualnie wiele się dowie od znacznie młodszego pokolenia. Na pewno nie będzie podejrzliwie zaglądał do lodówki, czy mu ktoś prądu nie kradnie i właściwie nie ma czego żałować.  

  No dobrze, ale co wspólnego ma z tym Kościół zawarty w tytule? Posługując się alegorią, ulubioną formą narracji biblijnej, powiem nie bez wzniosłej finezji – dziś Kościół jest jak ów wikłacz złotogłowy. Odziani w złote czapki hierarchowie lubią wikłać nam życie, gdyż są wrogami postępu. Choć jednocześnie złego słowa nie powiem, niektóre starożytne budowle sakralne są naprawdę piękne, co podziwiam w relacjach z różnych turów kolarskich. Tyle, że tu postępu nie widać, gdy dla odmiany pokazują współczesne kościoły, które coraz częściej kojarzą mi się z szałasami, w dodatku coraz bardziej pustymi. A przecież nie tylko o architekturę tu chodzi, liczy się przede wszystkim szeroko rozumiana ewolucja kulturalna i intelektualna.

 

 

Przypisy:
całość na podstawie artykułu o ewolucji: https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27512794,z-ewolucyjnego-punktu-widzenia-minister-czarnek-jest-na-straconej.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly

 

piątek, 3 września 2021

A więc wojna! Na razie wyjątkowa

 

  2 września 2021 roku prezydent Polski ogłosił rozporządzeniem zgodę na stan wyjątkowy na granicy z Białorusią. Polskiej racji stanu oraz bezpieczeństwu państwa śmiertelnie zagrażało trzydziestu dwóch nieuzbrojonych uchodźców. Chwała polskiej władzy, która tak bardzo troszczy się życie Polaków. Choć mówiąc szczerze i zdecydowanie ironicznie to ja się bardziej niż dziwię. Po co angażować Służbę Graniczną, Wojsko Polskie i prywatną armię Macierewicza (WOT) skoro można prościej i skuteczniej? Właśnie przeczytałem ciekawą historię autorstwa A. Jackowskiego z 1984 roku „Opis cudownej obrony Jasnej Góry w dniu 1 i 2 września 1939 r.1.

  Krótko, aby nie drażnić moich Czytelników historią, jednym z najnudniejszych i najbardziej porąbanych przedmiotów w okresie naszej szkolnej edukacji. Niemcy w pierwszych dniach wojny chcieli zbombardować Jasną Górę, podobno ostoję patriotyzmu i jedynie słusznej wiary, dzięki czemu Polska jeszcze nie zginęła. Z relacji naocznego świadka, pilota, oficera SS: „dwie poprzednie eskadry na skutek sabotażu czy dywersji nie wykonały tego zadania. Postanowiliśmy wykonać to zadanie za wszelką cenę, gdyż taki był rozkaz naszego dowództwa SS. Zaraz po wystartowaniu, początkowo lot odbywał się normalnie. Gdzieś w połowie trasy stery nasze zaczęły działać samoczynnie i zauważyłem, że wszyscy lecą w różnych kierunkach, nie osiągając celu. Ja wylądowałem w Czechosłowacji na kartoflisku z braku benzyny2. Nie ma innego wytłumaczenia – to musiała być cudowna interwencja Matki Boskiej. Co Jej tam śmierć niewinnych pod gruzami domów zbombardowanej Warszawy, co Jej tam ostrzeliwane z powietrza kolumny uciekających przed Niemcami Polaków (w tym wiernych), ważne, że obroniła swój klasztor z świętym obrazem. Wydaje mi się, że rządzący Najjaśniejszą, tym razem zamiast na urodziny Rydzyka, jak jeden mąż powinni iść pielgrzymką przed cudowny obraz z modlitewną prośbę o ochronę granic Rzeczpospolitej. Skoro skołowała trzy eskadry niemieckich bombowców, dlaczego nie miałaby dać rady garstce uchodźców? A koszt tej pielgrzymki zdecydowanie mniejszy niż stupięćdziesięciokilometrowej długości zasieki. Było też inne, całkiem proste wyjście. Zapakować uchodźców do suk, przewieźć do ośrodka dla uchodźców i podać na obiad... grzyby. Skoro jestem przy metodach ekologicznych przypomina mi się zastosowanie środka zapachowego przeciw kretom na własnym podwórku. Było rozsypać przy uchodźcach. Zniknęliby nie tylko uchodźcy, ale i dziennikarze oraz wszyscy ci, którzy nieśli pomoc humanitarną, bo smród jest nie do wytrzymania. Zapewniam, że kretom nie szkodzi. 

  Już na poważnie. Rzecznik prezydenta wyjaśnia: „Sytuacja na granicy jest trudna i niebezpieczna. My jako Polska, która jest odpowiedzialna za swoje granice, ale też za wschodnią granice UE, musimy podejmować takie decyzje i zapewnić bezpieczeństwo Polsce i UE3. Niemniej od sarkazmu uciec dalej nie mogę. Mamy NATO, mamy wojska Stanów Zjednoczonych, mamy wreszcie (podobno) jedną z najsilniejszych armii w Europie i na prymitywne zaczepki Łukaszenki odpowiadamy stanem wyjątkowym, aby chronić Polskę i Europę (sic?!) Są jednak i inne smaczki tego zamieszania. Taki Jaruzel, komuch nad komuchami, a miał odwagę zakomunikować wprowadzenie stanu wojennego osobiście. Prezydent Duda, który pewnie wiedział, że podpisze dekret prędzej niż poznał jego treść, ogłasza stan wyjątkowy wysługując się podrzędnym rzecznikiem prasowym. Aby było śmieszniej, Piotr Kaleta poseł PiS tłumaczy: „Po to jest stan wyjątkowy, żeby pogranicznicy mieli spokój. Niepokój wywołują politycy opozycji i organizacje społeczne4 – i wszystko jasne. Ciekawe czy za te słowa, które obalają narrację o zagrożeniu ze strony uchodźców wyleci z partii? Wynika z nich bowiem jednoznacznie, że największym zagrożeniem dla Polski są politycy opozycji i organizacje społeczne.

  Ja bym się nie zdziwił, gdy się okazało, że ten stan wyjątkowy jest próbą generalną przed spodziewanymi wcześniejszymi wyborami parlamentarnymi. Teraz po prostu testują jak z nich wyłączyć opozycję i organizacje społeczne, które mogłyby zagrozić „demokratycznym” wyborom, wygranym przez PiS. To pewniejsze niż reasumpcja zarządzaną przez panią marszałek Witek.

 

Sprostowanie:
W poprzedniej notce dopuściłem się fatalnego w skutkach błędu. Ten spot został wyprodukowany przez akcję „Wolna Szkoła” i jest pastiszem na ministra Czarnka. Tym samym, jak słusznie zauważyła Czytelniczka Alile, postać chłopca „moralisty” maluje się w tym przypadku w zupełnie innym świetle.
Za całe zamieszanie wszystkich Czytelników przepraszam. Debiutującego aktora też, a właściwie przede wszystkim jego.

 

Przypisy:
1 - https://www.fronda.pl/a/niemcy-chcieli-zbombardowac-jasna-gore-maryja-na-to-nie-pozwolila,166287.html
2 - ibidem;
3 - https://wpolityce.pl/polityka/564763-prezydent-wyrazil-zgode-na-wprowadzenie-stanu-wyjatkowego
4 - https://wyborcza.pl/7,82983,27525061,gdybysmy-wycofali-stamtad-dziennikarzy-politycy-pis-ujawniaja.html#S.-K.C-B.5-L.1.maly

 

środa, 1 września 2021

Czerwona ekierka i modlitwa

 

  Pamiętacie perypetie związane z czerwoną błyskawicą? Niektóre uczennice i nauczycielki do dziś mają z nimi kłopoty natury prokuratorsko-dyscyplinujących. Teraz tworzy się nowy symbol sprzeciwu wobec władzy, szczególnie edukacyjnej – czerwona ekierka. Kto ją ma i używa, ten wyraża sprzeciw wobec reformy ministra edukacji. Podobno już w sklepach z przyborami szkolnymi takiego koloru ekierek brakuje. Podaż nie nadąża za popytem. I jestem lekko skonfundowany. Nie, nie z powodu tego niemego protestu, ale owym kolorem. W młodości wmawiano mi, że nie ma piękniejszego, bo ten był kojarzony z wielką rewolucją proletariatu i zdobyczami komunizmu. Na mnie to działało jak płachta na byka ale mi wytłumaczono, że byk to daltonista, jego nie drażni czerwony kolor tylko sam ruch mulety. Później nie było lepiej. Moja żona gdzieś w jakieś powieści wyczytała, że dobrym sposobem sygnalizowania mi, mężowi, że ma okres jest jakiś czerwony element jej stroju, bo ona nie chce mi mówić o tym wprost...

  Więc wiecie, rozumiecie, do dziś mam lekką awersję na czerwone symbole. Niemniej jeszcze większą awersję mam do ministra Czarnka, dlatego inaczej patrzę na tę ekierkę, ba!, nawet mi się podoba. Od trzech dekad w moim domu czy mieszkaniu nigdy nie wisiał krzyż, ani żaden inny symbol religijny. Teraz nad drzwiami powieszę sobie tę czerwoną ekierkę (bez oka w środku) do czasu aż ten rząd odejdzie w niepamięć. Właśnie ministerstwo edukacji wypuściło spot, który jest skierowany przeciw akcji „Wolna szkoła”. Młody, dwunastoletni uczeń, pewnie już po owej katolickiej etyce, przy rodzinnym obiedzie tłumaczy starszej, studiującej siostrze: „Kariera w pierwszej kolejności, a później może dziecko? Prowadzi to do tragicznych konsekwencji. Jeśli pierwsze dziecko rodzi się w wieku 30 lat, to ile można tych dzieci urodzić? To są konsekwencje tłumaczenia kobiecie, że nie musi robić tego, do czego została przez Boga powołana1. Tu już nawet moje ulubione sic! nie oddaje tego, co mną ogarnęło. Cóż, aktor musi grać różne charaktery postaci i ten młody się w tym szkoli. Tylko dlaczego na początek zaczyna od czarnego charakteru? Marzy mu się kariera proboszcza? Nie wiem jak on, ja z takim debiutem filmowym czułbym się zhańbiony do końca życia...

 

Kadr ze spotu (za „Wyborczą”)

  Skoro już napomknąłem o ministrze oświaty, jeszcze raz o owej etyce, którą zamierza się przerobić na etykę katolicką. Nie będę się silił na filozoficzne zawiłości, dość powiedzieć, że etyka to nauka dotycząca moralności. W takim ujęciu ta katolicka jest tylko jedną z możliwych, zresztą ograniczoną tylko do moralności związanej z Bogiem, która, bądźmy szczerzy, pozostawia dziś dużo do życzenia. Pewien ksiądz katecheta na kolędzie napisał w zeszycie ucznia, który wybrał etykę zamiast religii, krótkie pytanie do nauczycielki etyki, jeszcze niezreformowanej Czarnkiem: „Czy pani to robi w zgodzie z własnym sumieniem?2. Innymi słowy chodzenie na lekcje etyki na dziś to grzech, w dodatku ciężki, bo jak napisała kuria kaliska w swoim oświadczeniu: „Rezygnacja z lekcji religii na rzecz etyki to forma apostazji”. Nic dziwnego, że minister Czarnek chce uchronić młodzież przed grzesznością i jeszcze bardziej przed apostazją. Próbując dociec, co złego jest w tej normalnej, świeckiej etyce wyszło mi, że jest to odbieranie uczniów katechecie, a parafii potencjalnych kandydatów do pierwszej Komunii Świętej i sakramentu bierzmowania. Nie liczy się tu wiedza i moralność sama w sobie, tu ewidentnie chodzi o wielkość stada posłusznych owieczek w szkolnych ławkach, przysparzających chwały Kościołowi.

  Czym to skutkuje pokazał nam na własnym przykładzie minister Joachim Brudziński. Na słowa posła o opiłowaniu przywilejów (patrz poprzednia notka), rzekł był o Nitrasie: „No cóż pozostaje nam się tylko za niego modlić, bo w tym "szczególnym" wypadku już tylko modlitwa i cud mogą pomóc3. Pomijając fakt, że taka modlitwa na pewno nie pomoże, a i cud na pewno się nie wydarzy, widać tu jak na dłoni, czym jest moralność katolicka. Potrzebę modlitwy za kogoś głosi człowiek, który jak wynika z wycieków maili rządowych zasłużył sobie na miano dobrego wujka, który chętnie „załatwia” intratne posady swoim krewnym i to bez żadnego trybu. Jeden z internautów celnie skomentował słowa Brudzińskiego: „Wujku. Nam cuda pomagają w wielu sprawach. Wujek Obajtek w cudowny sposób został prezesem Orlenu, wujek Suski jakimś cudem został parlamentarzystą a kilku naszych zaprzyjaźnionych komunistów cudem dostało ważne posady państwowe. Módlmy się, żeby to się nie skończyło4. Ku mojemu niewypowiedzianemu zdumieniu głos w tej sprawie zabrał sam Tomasz P. Terlikowski, który jakimś cudem porzucił ortodoksję: „Powiedzenie, że w PL katolicy nie będą większością, nie jest atakiem, ale nieaktualną już w dużej mierze diagnozą. Nieaktualną, bo w PL katolicy większością już nie są. Realnie wierzących i praktykujących jest mniej niż połowę, a wśród młodzieży jest kilka, może kilkanaście procent5.

  Gdy ja o takich sprawach piszę, słyszę, że szarlatanię, czasami gorzej, że we mnie tkwią nieprzebrane pokłady nienawiść do całego Kościoła, czasami jeszcze gorzej, że plotę stek niewyobrażalnych bzdur. A jednak wolę taką opinię niż postawę bogobojnego hipokryty, który modli się ciągle do Boga, wszak według ministra Czarnka – po to On człowieka do życia powołał, aby Go chwalić. W przerwach między kolejnymi litaniami powinien płodzić potomstwo.

 

 

Przypisy:
1 - https://wyborcza.pl/7,75398,27514146,dwunastolatek-cytuje-czarnka-kobieta-musi-robic-to-do-czego.html#S.main_topic_2-K.C-B.1-L.2.duzy
2 - https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27475723,szatanski-przedmiot-czarnkowa-krucjata-przerobienia-etyki.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly
3 - https://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,27509196,brudzinski-o-nitrasie-pozostaje-nam-sie-tylko-za-niego-modlic.html?_ga=2.238033410.387860448.1630135487-312453540.1630135485#S.main_topic_2-K.C-B.2-L.2.maly
4, 5 - ibidem;