Kawę piję często i zawsze ze śmietanką. Rzecz prozaiczna i nie powinno być z tym żadnych problemów. Ale tu chyba zadziałało znane powszechnie prawo Murphy’ego: „Jeśli coś ma się zepsuć, to na pewno się zepsuje”. O tę śmietankę chodzi. W „moim” sklepiku zmienił się właściciel i personel. To tam kupuję tę śmietankę w takim małym, tekturowym pojemniku. I masz babo placek. Wlewam do kawy a z tej śmietanki robi się mało apetyczny kożuch w drobnych częściach, tak drobnych, że nie sposób go usunąć. Zresztą po co, skoro kawa i tak dziwnie smakuje, więc wylewam ją do zlewu. Sprawdzam datę ważności. Przeterminowana tylko od dwóch dni. Reklamacja uwzględniona, dwie łyżeczki kawy i dwie cukru to nie majątek, więc już taki drobiazg daruję. Teraz za każdym razem sprawdzam datę ważności. Myślicie, że to dobry pomysł? Nic bardziej mylnego. Pisze jak byk: 20.12.2021 – a kawę znów wylewam do zlewu...
Uważam, że cudów nie ma, zdarzają się natomiast przypadki, choć według prawa Murphy’ego: „Nie ma czegoś takiego jak książkowy przypadek”. Właśnie przypadkiem dowiedziałem się o skandalu w schronisku dla bezdomnych w Świdniku prowadzonym przez Towarzystwo św. Brata Alberta1. W styczniu stwierdzono obecność środków spożywczych po upływie terminu przydatności do spożycia, bagatelka, około 50 kg wyrobów mięsnych: piersi i udka kurczaka, wątróbka, mięsa wołowe, mielone, flaki, kiełbasy i parówki. Następną kontrolę przeprowadzono w maju. Efekt podobny, choć oprócz wyrobów mięsnych, przeterminowane były też kasze, mąki, przetwory mleczne, suszone owoce. I jeszcze to: pieczywo i warzywa miały zmiany o cechach organoleptycznych. Z polskiego na nasze – były spleśniałe. W sumie z powodu tych dwóch kontroli do utylizacji nakazano wywieźć 761 kg produktów pochodzenia zwierzęcego i 445 kg tłuszczów. Myślicie, że to koniec? W czerwcu sanepid znalazł przeterminowane warzywa, owoce i chleb. Jeszcze nie jest znana wielkość strat. A teraz, bez względu na to, co sobie o mnie pomyślicie znów ucieknę do sarkazmu. W tym schronisku panuje pewna żelazna zasada, aby otrzymać posiłek trzeba obowiązkowo wziąć udział w Mszy świętej. I teraz rozumiem zasadność tej uświęconej tradycji. Jeśli jakiś pensjonariusz schroniska zachorował, albo przynajmniej miał powikłania gastryczne – szczęśliwie był w stanie łaski uświęcającej. Tak na wszelki wypadek. Znów posłużę się prawem Murphy’ego: „Byłoby znacznie mniej zatruć, gdyby w schroniskach nie jadło się posiłków”2.
Właściwie powinienem zakończyć temat, ale dręczy mnie pytanie, co jest nie tak z tą charytatywną pomocą? MOPS zwracał się z prośbą do schroniska o przekazanie mieszkańcom czystej odzieży, którą zebrał od darczyńców. Tymczasem kierownictwo schroniska odpisało, że to nie hotel pięciogwiazdkowy i jeżeli się komuś nie podoba, to niech zabiera swoich. Miałem kontakt z podobnym schroniskiem w Skwierzynie (woj. lubuskie) tyle, że prowadzonym przez władze miasta i gminy. Dlaczego tam takich problemów nie było, choć kontrole przeprowadzano równie często?
Przypisy:
1 - https://walbrzych.wyborcza.pl/walbrzych/7,178336,27554582,doniesienia-do-prokuratury-na-towarzystwo-sw-brata-alberta.html?_ga=2.258641154.984992883.1631227054-782796091.1630994077#S.main_topic_2-K.C-B.6-L.3.maly
2 - to prawo Murphy’ego wymyśliłem sam na potrzeby tej notki

