wtorek, 19 lipca 2022

A może by tak ateistów do rezerwatów?

 

  Asenata podsunęła mi link, a zarazem temat tej notki. Ksiądz, niejaki Teodor Sawielewicz z pozoru wyraża szacunek do ateistów: „Pierwszym lekarstwem na ból istnienia ateistów jest pokora. Polega ona na tym, że nie uważam się za osobę lepszą od kogoś, kto nie wierzy. Tym bardziej nie uważam się za moralnie lepszego. Pokora jest prawdą1. Z pozoru, bo pierwsze i ostatnie zdanie cechuje wyjątkowo pycha – oto choć jestem gorszy i tak jestem lepszy, bo mam w sobie pokorę. Czy pokorę wobec ateistów? I tu jest problem: „Jeżeli wierzę w Jezusa, to nawet jeżeli jestem gorszy moralnie różnica między mną a ateistą jest taka, że Jezus mnie usprawiedliwia, a on w to nie wierzy, nie ma narzędzia zbawienia. To, co mnie zbawia to nie doskonałość moralna, ale to, że Jezus mnie zbawia z grzechu” (sic!) Przekładając to z polskiego na nasze: mogę być moralnie gorszy od ateisty, ale to za mną stoi Jezus i mnie zbawi. Większej bzdury, bardziej wyrafinowanej hipokryzji, dawno nie słyszałem. I jeszcze to: „Będę się modlił za ateistę, będę pościł i go przekonywał”. Ja bym proponował, aby ks. Teodor, zamiast tracić czas na mnie, modlił się o swoje zdrowie (bo o rozum za późno?), czemu służy również racjonalny post, wstrzemięźliwość od ateistów.

  A tak – prawda, ks. Teodor wyraża również chęć przekonywania mnie. Tylko nie bardzo wiem do czego? Czyżby do tego, abym tak jak on nie żył moralnie? Spokojna Twoja czaszka ojcze kaznodziejo – moja moralność w Twoim rozumieniu i tak nie wygląda dobrze – np. łamię nagminnie trzy pierwsze przykazania Dekalogu, miałem też na bakier z szóstym i dziewiątym. Się wyjaśnia, gdy czytam: „Nie będę wchodził w dyskusje o tym, co zrobił dany biskup, ale będę ateiście opowiadał o bożej miłości. O tym, że Pan Bóg za nim tęskni”. He, he, będziesz omijał niewygodne i trudne dla Ciebie tematy, ale truł mi będziesz o miłości i tęsknocie Pana Boga! Rozumiem, że z Nim gadasz codzienne o moim ateizmie (to się podobno leczy) tak jak w tej piosence ludowej „Stał się cud pewnego razu...”. Bo widzisz, patrząc realnie na ten świat ani tej Jego miłości nie widać, ani jej odczuć. Jest za to coś z tęsknoty – zsyła na nas choroby i inne nieszczęścia, aby prędzej posłać do nieba. Do piekła też, a może nawet bardziej...? Potwierdzają to słowa:pamiętajcie, że przede wszystkim musicie opowiadać ateistom o Jezusie, który zbawia, kocha, tęskni, dla którego mamy ogromną wartość. I właśnie dlatego, że mamy dużą wartość, Jezus nie zgadza się, aby ten diament leżał w błocie. On jest przeznaczony do rzeczy wiecznych”. Coś w tym prawdy jest. Jeśli bowiem ateista jest diamentem, to szkoda aby faktycznie leżał w błocie. Lepiej posłać go do piekła, wszak tam potrzebne jest też paliwo, co w czasie obecnej inflacji i trudności z węglem stanowi pewien problem nawet dla diabłów. Jeśli zaś idzie o opowiadanie o kochającym Jezusie proponuję jako początek popularne zdanie: za siedmioma górami, za siedmioma morzami..., kończąc też tradycyjnie: żyli długo i szczęśliwie... W młodości lubiłem słuchać, choć teraz mnie wkurza, gdy podobne bajki opowiadają prominenci PiS-u.

  Na koniec to, co najważniejsze, czyli rady ks. Teodora: „Jak żyć wśród ateistów? Kierować się miłością. Żeby ludzie, którzy patrząc na ciebie widzieli człowieka innego. Radosnego, nie smutnego. Jezus, on daje radość, rozwiązuje trudności. Mogę mu powierzyć swoje zmartwienia. Ateista może mieć bardzo rozbudowane wartości. Ale nawet największe wartości ludzkie w porównaniu z relacją z Bogiem to pogoń za wiatrem. Rozwijajcie swoją wiedzę teologiczną i wiarę, wtedy nie będziecie się bać wyjścia do ateistów”. Czyli znów propozycja kłamstwa i czystej hipokryzji? No bo jak rozumieć słowa: „Żeby ludzie, którzy patrzą na ciebie widzieli człowieka innego”? Mnie tak dwie żony oszukały. Dlaczego wierni w przewadze się nie śmieją? Odpowiedź jest prosta – bo nikt za nich ich własnych problemów nie rozwiąże – nawet Jezus. I jeszcze to: „wtedy nie będziecie się bać ateistów”. Jeszcze lepszym rozwiązaniem, nawet łatwiejszym niż udawanie radosnego i szczęśliwego jest zamknąć ateistów w jakimś rezerwacie, który się opłotuje. Doświadczenie już macie, wierni w Chrystusie Panu – przy budowie płotu na granicy z Białorusią, notabene, postawiony też przed niechrześcijanami. 

 

Przypisy:
1 - https://deon.pl/wiara/jak-rozmawiac-z-ateista-i-jak-zyc-wsrod-nich-ks-sawielewicz-odpowiada,2161109

niedziela, 17 lipca 2022

Prywatna szmata

 

  Zacznę od cytatu, odpowiedzi ks. Andrzeja D. na pytanie o niewiarę w diabła: „To szerzej rozumiany problem dzisiejszego świata, w którym głosi się hasła i ideologię życia beztroskiego, bez autorytetów, pozbawionego wszelkich lęków. (...) Odrzucenie jego obecności sprawia, że człowiek nie widzi swojego złego postępowania i sam próbuje decydować, co jest dobre, a co złe. Zatraca się oczywista granica między grzechem a cnotą1. Taka retoryka kojarzy mi się z bajdurzeniem małego Kazia po dużym piwie, niemniej budzi moje rozbawienie. Ileż inteligentnego wysiłku wymagała ta argumentacja, aby usprawiedliwić własną grzeszność? Jakby na to nie patrzeć „człowiek grzeszny” brzmi znacznie lepiej i łagodniej niż przestępca, łajdak, zboczeniec. I o tego zboczeńca właśnie biega.

  Ten akapit jest przeznaczony dla osób dorosłych, gdyż będą w nim zawarte wulgaryzmy, wręcz obsceniczne teksty. Ks. Andrzej D. jest osobą znaną bardziej niż zwykły ksiądz wikary, a nawet proboszcz w podupadłej parafii. Mało, że oficjalny rzecznik kurii arcybiskupiej to jeszcze dziennikarz telewizyjny, wprawdzie telewizji regionalnej TVP3, ale produkujący się w znanym programie ogólnopolskim dla młodzieży „Ziarno”. Jak to się mówi – klękajcie narody – nic więc dziwnego, że jego profil na fb ma niezliczone rzesze „znajomych”. W koloratce jest wyjątkowo przystojny. I do tych znajomych trafiła pani Ola, którą ks. Andrzej D. zainteresował się bardziej niż innymi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu księża też mogą mieć znajome, gdyby nie kontekst tej znajomości. Powiedzcie mi, jakim trzeba być popierdoleńcem, by w końcu nieznajomej kobiecie posyłać kompromitujące filmiki z tekstami, które nie tylko księdzu nie przystają? Kilka próbek, aby nie być gołosłownym:
Poczekaj, będziesz pierwszą kobietą w historii wyru...ną w gabinecie metropolity białostockiego”;
Będziesz suką do spełniania moich poleceń, zachcianek. A będzie ich dużo”;
Sekretarz dziś zaprasza na saunę... odmówiłem... oszczędzam nasienie”;
Ty cały czas myślisz, że to jest tylko zabawa. Będę jeździł po tobie jak po szmacie. Będziesz biedna, będziesz poniżana, wykorzystywana”;
Będziesz prywatną szmatą, suką do spełniania moich poleceń, zachcianek. A będzie ich dużo. Musisz się do tego przyzwyczajać”;
W czasie sfilmowanej masturbacji: „He-he-he! Kurwa, myślisz, że będzie oszczędzone. Nie, nie będzie. Będę ją jebał ostro, bardzo ostro, bardzo. Yy! Musi się wypiąć, dać mi dupy i będę ją pierd..ił” (sic!)

  Na pytanie dziennikarzy, co nim powodowało odpowiada niby uczniak: „Nie wiem, nie mam pojęcia, co się ze mną stało, jak się to wydarzyło
2, a przecież mógł powiedzieć, że to z podszeptu diabła, w którego istnienie nie tylko bezgranicznie wierzy, ale poleca wierzyć innym. Problem chyba w tym, że nawet dla Kościoła nie jest to już żadna okoliczność łagodząca. Tym razem abp Guzdek reaguje szybko i prawidłowo, choć przecież nie o pedofilię tu chodzi. A może właśnie dlatego? W końcu są niezbite dowody w postaci nagrań samego ks. Andrzeja D. Czytam: „Kuria Metropolitalna Białostocka informuje, że w związku z ukazaniem się informacji medialnych dotyczących ks. Andrzeja D., decyzją abp. Józefa Guzdka, metropolity białostockiego, został on natychmiast zawieszony w wykonywaniu powierzonych mu zadań w archidiecezji białostockiej3. Ciekaw jestem, jaka będzie reakcja TVP3 Białystok?

  „Zabawne” jest w tym wszystkim coś zupełnie innego. Oto Solidarna Polska powołała Komitet „W obronie wolności chrześcijan” (ich już na amen porąbało), a zbieranie 100 tys. podpisów zainicjowano w czasie pielgrzymki rodzin Radia Maryja na Jasnej Górze. Czujecie bluesa? Bo na mój gust taka akcja powinna opierać się na haśle: „W obronie przed zdemoralizowanym klerem katolickim”. Wiem, wiem, od razu większość mi napisze, że mi odbiło, że powinienem leczyć paranoję lub coś w tym stylu. Ale jeśli ktoś myśli, że to jedyny przypadek zboczonego księdza, który uwielbia wysyłać obleśne teksty, fotki i filmiki – to jest w głębokim błędzie. Większym niż ten, że ktoś nie wierzy w istnienie diabła. Gdybym chciał tu wskazać wszystkie znalezione linki, nie byłby to felieton, lecz elaborat. Kilka pikantnych przykładów:
- „lodzik czy coś więcej?” – ks. Marcin K. do swoich ministrantów;
- „Jeden z księży z Wałbrzycha wysyłał swojemu uczniowi pornograficzne esemesy
- „Wikary w parafii w Ząbkowicach Śląskich wysyłał nieodpowiednie SMS-y do 13-letniej dziewczyny, o czym dowiedziała się prokuratura”;
- „Ksiądz uczący religii w Zespole Szkół nr 5 w Wałbrzychu miał wysyłać uczniom erotyczne SMS-y. Duchowny został zawieszony w pracy nauczyciela. Sprawa trafiła do prokuratury”;
- Przyjdź o 10.30 a pas mam przygotować?” – SMS do czternastolatki od młodego wikarego. „Czternastolatka przez kilka miesięcy była nagabywana SMS-ami przez księdza. Przez kilka miesięcy trwała przepychanka między szkołą, kurią i księżmi, co z nią zrobić, a nikt nie poinformował organów ścigania”.
Dość, bo mnie obrzydzenie bierze.

  PS. Nazwisko ks. Andrzej jest ogólnie znane, ale mnie to „D.” wybitnie się podoba, jako określenie przeznaczone dla przestępców.

 

Przypisy:
1 - https://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/7,35241,28693170,bedziesz-prywatna-szmata-obsceniczna-korespondencja-rzecznika.html?_ga=2.187680301.48449014.1657817928-1973682452.1657817926#S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
2 - https://deon.pl/kosciol/abp-guzdek-zawiesil-ks-andrzeja-debskiego-powodem-wiadomosci-jakie-mial-wyslac-do-nieznajomej,2163320
3 - ibidem