Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 sierpnia 2021

Śmiertelnie poważna sprawa

 

  Nasza prawica jest poważnie zatroskana. Rzekłbym nawet śmiertelnie poważnie zatroskana, co przekłada się na język homilii abp Jędraszewskiego, teologicznego i duchowego przywódcy tejże prawicy: „[nastały] Nowe, europejskie, narzucane Polsce i Polakom próby budowania człowieka nie według Boga; próby zniewalania nas. I stąd konieczność zmagania, ogromnego wysiłku moralnego, aby wiedzieć dlaczego warto umrzeć1. Gdyby nie to, że nie życzę nikomu śmierci, nawet swoim wrogom, odparłbym z nieukrywanym sarkazmem: umieraj arcybiskupie, krzyżyk ci na drogę, a ziemia niech ci lekką będzie. Bo jakoś tak łatwo gadać o tym, że za ojczyznę słodko umierać, ale nikt z tych gadających przykładu dać nie chce. Wolą namawiać innych...

  Coś się ta pisowska machina zacina i to tak, że nawet propaganda „Polskiego Ładu” przypomina anorektyczkę w ostatnim stadium dogorywania. Kaczyński wysyła w teren swoich heroldów, tylko jakoś nikt nie chce słuchać baśni o świetlanej przyszłości i bogactwach, jakie na nas spłyną niczym biblijne przepiórki (to za blogerem Lechem), tylko pytają się o podwyżkę dla rządzących. Podobno dziś już wszyscy wierzą, że „Polski Ład” coś zmieni, ale z tego tylko niecałe dwadzieścia procent, chce wierzyć, że na dobre. To mniej niż sondażowe poparcie dla PiS-u. Kaczyński zamilkł, Duda podpisał i tylko Morawiecki coś ględzi niby na haju, że trzeba zweryfikować istnienie Izby Dyscyplinarnej SN. Podobno dlatego, że rośnie liczba oczekujących i okres oczekiwania na odbycie kary więzienia (sic!) Kiedy wszyscy wiedzą, że to z powodu groźby restrykcji UE i wstrzymania pomocy w ramach KPO, Morawiecki wciska nam głodne kawałki o spowolnieniu pracy sądów, niczym kilogramy kitu i to wcale nie pszczelego. Tyle, że wbrew pozorom, to nie jest bezcelowy działanie. Naobiecują złote góry a później powiedzą, że to ta wstrętna Unia nałożyła szlaban na epokowe pomysły rządu i dlatego trzeba z niej wyjść.

  To tak zwane „wyjście awaryjne”, godne abp Jędraszewskiego, choć wymyślone przez europosła PiS, prof. Ryszarda Legutko, który mówi wprost: „Niestety tutaj trzeba będzie podjąć decyzje w jedną, albo w drugą stronę. Albo nie będziemy się "kopać z koniem", bo to jest kompletne bezprawie - nawet nie możemy udać się do sądu, czy rozstrzygać to prawnie, ponieważ to bezprawie jest we wszystkich instytucjach europejskich. Albo mówimy: nie damy się upokorzyć2. Wprawdzie jemu bije na dekiel z powodu stref wolnych od LGBT, ale to na jedno wychodzi, więc albo damy się zniewolić zgniliźnie Unii Europejskiej, albo z niej... wyjdziemy. Powołuje się przy tym na przykład ks. Oko, którego ukaranie przez sąd w Niemczech pokazuje nam jak nas UE będzie traktować już w najbliższej przyszłości. Pewien katolicki portal pieje z zachwytu, bo oto wg jakiegoś sondażu przybyło w Polsce zwolenników wyjścia z UE i to o sto procent, czyli do siedemnastu. I ja w to wierzę, skoro w Polsce rośnie w zastraszającym tempie armia nowych „patriotów” – antyszczepieńkowców, którzy nie dadzą sobie narzucić żadnych kajdan ani tym bardziej minimum zdrowego rozsądku. Dziś M. Karnowski pisze, że skandowanie ośmiu gwiazdek na festiwalu Owsiaka to połączeniu nazizmu z komunizmem3, ale nie przeszkadzają mu narodowcy uzbrojeni w pałki, kije bejsbolowe, race i butelki z benzyną, gdy krzyczą „A na drzewach zamiast liści...”, lub „Śmierć wrogom ojczyzny”. Ma za to pretensje do D. Tuska, że zamiast potępić ów festiwal, krytykuje Polski Ład”.

  Uknuto już nowy slogan: „unijczycy polskiego pochodzenia” na wzór znanego – Żydzi polskiego pochodzenia – a hasło „Tu jest Polska, nie Bruksela!” robi wręcz furorę. Od momentu, gdy do polskiej polityki wrócił D. Tusk, jako śmiertelne zagrożenie dla „Wielkiej Polski”, zwolenników PO niejaki Paweł Warot (IPN) nazwał: „zdrajcy Polski, dla których nie będzie litości”. Stokrotka przytoczyła znane powiedzenie: „gdy rozum śpi budzą się demony”, a ja bym do niego dopisał: „i prawdziwi polscy patrioci”. 

 

 

Przypisy:
1 - https://www.fronda.pl/a/abp-jedraszewski-z-zatroskaniem-patrzymy-na-to-co-dzieje-sie-wokol-naszej-ojczyzny,164990.html
2 - https://wpolityce.pl/polityka/560938-nasz-wywiad-prof-legutko-grozi-nam-utrata-niepodleglosci
3 - https://wpolityce.pl/media/561170-czy-oni-nie-widza-jak-blisko-sa-wzorcow-nazistowskich

 

czwartek, 29 lipca 2021

Najzdolniejszy naród świata

 

  Jak to jest, że im ktoś bardziej nasiąknie konserwatyzmem, tym gwałtowniej dopada go megalomania? Pytanie, na które pewnie nie ma zadawalającej odpowiedzi, bo ja nie widzę żadnego związku przyczynowo skutkowego, ale ten fakt da się dość łatwo zaobserwować. Kilka dni temu w Lesznie skrajną megalomanią zabłysnęła pani Elżbieta Witek słowami: „Przecież jesteśmy jednym z najzdolniejszych narodów na świecie, mamy to w genach. Zdolni jesteśmy, wykształceni i zasługujemy na to, żebyśmy żyli tak jak mieszkańcy krajów w starej Unii Europejskiej”. Z wrażenia musiałem usiąść, choć akurat miałem ochotę sobie poleżeć. Tymi dwoma zdaniami przebiła Kaczyńskiego, Morawieckiego i Dudę razem wziętych. Można z tego zdania wysnuć taki wniosek, że z najzdolniejszych najzdolniejszym jest Tusk, bo gdy tylko zarekomendował powrót do polityki krajowej, Zjednoczona Prawica wpadła w panikę i do teraz jeszcze nie potrafi się otrząsnąć. Stąd taka determinacja, i takie parcie na Lex TVNy.

  Pewien nauczyciel idąc tropem światłej i odkrywczej myśli pani marszałek stworzył własną listę najzdolniejszych Polaków ostatnich lat. Na czele tej listy jest minister Czarnek, później Dworczyk, Czarnecki, Kempa, Obajtek i jeszcze kilku innych. Oddaję temu nauczycielowi pierwszeństwo, ale wydaje mi się, że jego lista nie jest adekwatna do obecnej sytuacji, więc pokuszę się o swoją.
- premier Morawiecki, który w ramach promocji Polskiego Ładu pochwalił się nieistniejącą, ba!, nawet niezaprojektowaną budową logistycznego centrum policji w Białymstoku. Przy okazji dodał: „niebawem w każdej gminie w Polsce ruszą inwestycje strategiczne: nowe drogi, sieci wodno-kanalizacyjne, boiska, parki, domy seniora”, czym bezapelacyjnie przebił słynne już na cały świat Orliki Tuska;
- minister Błaszczak, które kupionymi (a może jeszcze nie kupionymi?) czołgami Abrams opatrzonymi symbolem TUSK, chce manewrować w obszarze Bramy Smoleńskiej, to znaczy, na granicy rosyjsko- białoruskiej;
- minister Czarnek (wciąż nie schodzący z podium), tym razem za stwierdzenie, że „Są niezbite dowody, że polityczną odpowiedzialność za katastrofę smoleńską ponosi Donald Tusk. Wystarczy spojrzeć na art. 146 konstytucji”;
- wicepremier Kaczyński, choć bardziej w roli prezesa jedynie słusznej partii, który ogłosił walkę z nepotyzmem, aby jego partia nie szła śladami Tuska. W efekcie gwałtownie rośnie liczba separacji w rodzinach członków PiS;
- minister Suski zadziera dziś ze Stanami Zjednoczonymi, choć pewnie niechcący, bo tak jak nie wiedział kim jest caryca Katarzyna, tak pewnie nie wiedział, że TVN-y to oczko w głowie, nie, tym razem nie Tuska lecz amerykańskich biznesmenów medialnych. Jak ich wkurzy może minister Błaszczak nie kupić czołgów;
- prezydent Duda, który jest tak zapracowany, że teraz twittuje tylko nocami. Wśród grona jego znajomych znalazła się nowa wielbicielka, która tak siebie opisuje (sorry, ale opis musi być oryginalny): „Jestem oazą spokoju, pierdolonym, kurwa, wyciszonym kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora”. Mniemam, że to pokłosie poetyckiego ostrego cienia mgły, bo przecież nie słownictwa Strajku Kobiet. 
Kto chce, może listę uzupełnić...

  Już poza tą listą trzeba mi donieść, że wciąż cnoty niewieści robią furorę w sieci. Czytam: „Do ugruntowania cnót niewieścich potrzebne są wszystkie ręce na kołdrę”. No dobra, trochę autorsko przekręciłem jedno słowo, ale tak mi się bardziej podoba. Skrzydlewski zadał przy okazji retoryczne pytanie, na które sam odpowiedział: „Bo cóż mamy dzisiaj? Dziś obserwujemy w kulturze bardzo niebezpieczne zjawisko moralne, także religijne, pewnego zepsucia duchowego kobiety, polegającego na rozbudzeniu w kobiecie podniety, która się przejawia próżnością, zainteresowaniem wyłącznie sobą”. Też trochę przekręciłem, choć też tylko jedno słowo. Ogólnie rzecz ujmując, jest to światła kontynuacja myśli sprzed dwustu lat: „Cel wszystkich nauk, napomnień, całego wychowania ten jest: żeby kobieta potrafiła uszczęśliwić małżonka i dobrze wychować dzieci”. Tu już nic nie przekręciłem. Narzuca się pytanie, kto będzie te dziewczęta gruntował, obojętnie, co to znaczy, lub, co komu na myśl przyjdzie? Wiadomo, absolwenci Szkoły Wyższej Rydzyka i kilku (słownie trzech) uczelni teologicznych. Logistycznie przedsięwzięcie trudne do ogarnięcia. Rocznie w ten sposób da się wyszkolić około 150 etyków nowej generacji. Wychodzi na to, że dla 350 tys. szkół podstawowych i średnich z normą jeden etyk na jedną szkołę da się w takim tempie zaspokoić pełne zapotrzebowanie za bagatelka – 230 lat. Trzeba przyznać, że to dalekosiężne plany. Rydzyk je pochwalił na Jasnej Górze: „Panie ministrze, niech się pan nigdy nie zniechęca, nigdy się nie podda!”.

  Dosłownie taką samą radę, i to słowo w słowo, słyszałem pół wieku temu od starszego kolegi na pytanie, co robić, aby nie dostać kosza od dziewczyny, choć uczciwie przyznam, żadnym ministrem nie byłem, to było tylko przezwisko. Bo mnie też obsesyjnie marzyło się wtedy gruntowanie cnót niewieścich...

 

 

wtorek, 20 lipca 2021

Oaza dobrobytu

 

  Poprzednio pisałem o enklawie kulturowej nad Wisła, dziś będzie o oazie dobrobytu nad ta samą rzeką. Najpierw o współczesności. Ów dobrobyt cechuje program 500 plus wespół z 300 plus oraz trzynasta pensja dla emerytów. Mamy taki dobrobyt, że uwalnia się nas od potrzeby zakupów w niedzielę, narzuca się nam najwyższą inflację w Europie, podnosi nam się liczne podatki, a ma być jeszcze lepiej po wprowadzeniu Polskiego Ładu. Rzeknę lekko ironicznie: ten dobrobyt będzie nam się wylewał uszami. Pani marszałek Witek stwierdziła podczas wiecu na rzecz dobrobytu: „A ja myślę, że warto by się było unieść honorem i od tego wrednego rządu PiS-u tego nie brać. A bierzecie, bierzecie. Bez żadnych skrupułów bierzecie i narzekacie. Proszę państwa, to jest mało honorowe, bo jakbym się nie zgadzała z decyzjami rządu, to nigdy od takiego rządu nic bym nie wzięła1. Wybaczcie mi tym razem wulgarny sarkazm dużo gorszy od łagodnej ironii – ja pierdzielę! Ona naprawdę myśli, że to PiS ze swoich pieniędzy rodzaje to bogactwo. Ponieważ sumienie mam czyste jak nałęczka, i jak zapewniał premier Morawiecki w takim przypadku nie mam się czego obawiać, więc napiszę wprost – tej pani od tego dobrobytu i cnót niewieścich we łbie się coś pomieszało.  

  Podobnie myśli Kościół, choć tu już chodzi o dobrobyt duchowy. W sobotę, w czasie uroczystości koronacji obrazu Matki Bożej Szkaplerznej (jestem ciekaw, czy ktoś jest w stanie wymienić wszystkie przymiotniki obrazów Maryi, bez wielodniowych studiów poszukiwawczych w necie?), kardynał Stanisław Dziwisz, ten sam, któremu grunt kościelny pali się pod nogami, rzekł był: „To przecież on [Jan Paweł II] nas przeprowadził przez morze czerwone komunizmu [podkreślenia moje] do wolności i niepodległości. Niektóre środowiska zapominają o tej karcie naszej historii. Kościół w naszej ojczyźnie zawsze był z narodem, a naród pozostawał wierny Kościołowi, dostrzegając w nim jeden z filarów swojej tożsamości2. Tylko ja, tym razem znów łagodną ironią zapytam: skoro było tak bogato, dlaczego dziś jest tak biednie z tym dobrobytem duchowym, a naród już nie jest tak wierny Kościołowi jak to kędyś bywało? Mam swoje zdanie w tym temacie i się nim chętnie podzielę. Papież nad papieżami, Jan Paweł II przeprowadził nas przez czerwone morze komunizmu, niestety, prosto na jałową pustynię chrześcijańskiej moralności i teraz nie wiadomo, gdzie jest ta Ziemia Obiecana przez nawiedzonych świętych wizjonerów. Przypomnę, w Biblii jest napisane, że Żydzi szukali jej przez czterdzieści lat, a i tak koniec końców zostali z niej wypędzeni na blisko dwa tysiąclecia. Broń Panie Boże, nie sugeruję, że historia lubi się powtarzać, ale strach pomyśleć...

  Właściwie do napisania notki skłoniła mnie seria artykułów na katolickim portalu, które, w co trudno uwierzyć, wychwalają system pańszczyźniany w naszym kraju, bogatym w wszelkiej maści tradycje i dobrostany. Nie, ja naprawdę się nie pomyliłem. Chodzi o gloryfikację pańszczyzny na terenach polskich, bo jak twierdzi niejaki dr Radosław Sikora za Fortia de Piles, żyjącym i piszącym w czasach pańszczyzny: „Jeżeli mój dom się spali, jeżeli moje bydło padnie, będę zrujnowany i umrę z głodu, podczas gdy w Polsce mój pan odbuduje mi dom i da mi inną krowę i świnię; ma on interes w tym, aby mnie utrzymać. Czyż podobna uwierzyć, że wkrótce po przyznaniu wolności swym nowym poddanym w Galicji cesarz Józef II Habsburg zmuszony był utworzyć kordon wojskowy wzdłuż granicy, ażeby zapobiec ucieczce dawnych chłopów, którzy znużeni wolnością, z jakiej korzystali od tak niedawna reformami józefińskimi, znoszącymi poddaństwo chłopów, wracali tłumnie do Polski, aby sprzedać się panom i wrócić pod ich jarzmo?3. I dalej tylko lekko ironicznie stwierdzam, że chłop pańszczyźniany nie miał wcale tak źle jak się to dziś maluje. Pracował dla pana około 140 dni w roku, tymczasem dziś każdy z nas musi pracować cały rok, a dopiero w lipcu zaczyna pracować na siebie, bo wcześniej pracuje na podatki. Kto zgadnie ile dni pracujemy na te podatki?

  W innym artykule ten sam Sikora pisze: „Gdy się rozpatruje pojęcie szczęścia w jego względności i bierze pod uwagę, że nie jest nieszczęściem, gdy się od młodości przywykło pracować cały dzień, nie korzystając z żadnych wygód, których się wcale nie znało – trzeba uznać, że chłop polski nie był nieszczęśliwy we właściwym tego słowa znaczeniu; tym bardziej nim nie był, że nic nie posiadał, a przeto życie upływało mu bez troski, co przecież przez wielu uważane jest za wielkie szczęście4. To widać na załączonym obrazku autorstwa Kazimierza Ciemniewskiego. Jacy oni wszyscy radośni i szczęśliwi, że mogli pracować dla pana! Jeden nadzorca (na koniu), jeden chłop z widłami i dziewięć kobiet na pierwszym planie wraz z dwójką dzieci wracają z pańszczyźnianych łąk. Tymczasem ów znamienity dr Sikora wmawia mi, że kobiety i dzieci nie musiały odrabiać pańszczyzny.


   Przeto, zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam, jeśli odrzucić ewidentny wyjątek nie posiadania niczego przez niejakiego Rydzyka, lepiej nic nie mieć, a nawet nie wiedzieć, że można w ogóle coś mieć i będzie to prawdziwa, niczym niezmącona oaza dobrobytu, szczególnie w kraju na Wisłą. W końcu w niebie też nikt nic nie będzie mieć na własność, a podobno wszyscy będą jednakowo szczęśliwi, chwaląc non-stop Pana.

 

Przypisy:
1 - https://next.gazeta.pl/next/7,151003,27340583,witek-na-wiecu-bierzecie-i-narzekacie-fala-komentarzy-otoz.html#s=BoxOpMT
2 - https://deon.pl/kosciol/kard-dziwisz-kosciol-w-naszej-ojczyznie-zawsze-byl-z-narodem,1467422
3 - https://pch24.pl/sieroty-po-rzeczpospolitej-prawdziwa-historia-chlopow-i-szlachty-polskiej/
4 - https://pch24.pl/dlaczego-lewica-powinna-uwielbiac-polska-szlachte-choc-jej-nienawidzi/

 

 

niedziela, 18 lipca 2021

Refleksje kosmitów po wizytacji w kraju nad Wisłą

 

  Mój sceptyczny umysł broni się przed fantazjami w rodzaju opowieści o krasnoludkach i sierotce Marysi, większość raczej z tym problemów nie ma. Nie doprecyzuję o jaką większość chodzi, aby nie być posądzonym o obrazą uczuć religijnych, tym bardziej, że treść notki nie będzie o krasnoludkach, ani o sierotce Marysi, lecz o kosmitach. W kosmitów też nie wierzę, bo nawet zakładając, że gdzieś tam we Wszechświecie są, to ze względu na odległości nie ma szans ich zobaczyć ani usłyszeć na planecie Ziemia, czyli tak jakby ich nie było. Jeden z moich ulubieńców, światły, a raczej oświecony autor artykułów Marcin Jendrzejczak, nie ma problemu z tymi kosmitami i pokusił się o refleksje, jakie ich dopadną przy okazji zwiedzenia Ziemi i naszego kraju.

  Nie ulega wątpliwości, że będą poważnie skonsternowani, może nie tyle niskim poziomem wiedzy ogólnej mieszkańców naszej planety, czy marnym poziomem technologicznym, ile tym, na co ludzkość poświęca czas. Przecież nie sposób nie dostrzec grup dziwaków w rodzaju ekologów, wegan, obrońców zwierząt, homoseksualistów i wszelkiej maści innego lewactwa. W tej grupie najbardziej zaś dziwni są obrońcy folkloru ludów pierwotnych takich jak Indianie i Aborygeni. Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk, Australii i Afryki walczą o swoją kulturową przyszłość, w czym wspierają ich właśnie sfanatyzowani lewacy. Wysiłek owych obrońców folkloru opiera się n przekazie, że Matka Ziemia nie będzie wolna, dopóki wolni nie będą jej rdzenni mieszkańcy, co dziś wręcz zakrawa na utopię, gdyż ze strzępów tego co zostało z ich kultur, oryginału już się nie da odtworzyć. W zasadzie w tym nie ma jeszcze nic dziwnego, dziwne jest to, że owi obrońcy folkloru ludów tubylczych zupełnie ignorują..., tak, tak, ignorują tubylców nad piękną rzeką Wisła. Bo na tym pięknym skrawku Ziemi też kwitnie niezależna, jedyna w swoim rodzaju kultura. Jest to bowiem „unikatowa wyspa katolicyzmu w morzu europejskiego ateizmu1. To tu kultywuje się przywiązanie do tradycyjnej rodziny, związanych z wiarą katolickich zwyczajów (np. Wigilię), piątkową wstrzemięźliwość od jedzenia mięsa, czy też sierpniową od picia alkoholu.

  Kosmici obserwując polskie społeczeństwo zwróciłby uwagę na „przekonanie Polaków, że mężczyzna i kobieta różnią się od siebie, że jeśli sobie przysięgali, to powinni pozostać sobie wierni aż do końca życia oraz że dzieci trzeba chronić – zarówno narodzone jak i nienarodzone. Zwróciliby też uwagę na szacunek Polaków dla kobiet, na ogromną rolę odgrywaną przez nie w polskiej historii i społeczeństwie. Tego już nigdzie w Europie nie ma2. Badając zaś historię Polski, zauważyliby, że wiara szła w parze z miłością bliźniego, także wobec innowierców, w tym również Żydów. Ze zdumieniem stwierdziliby, że w Polsce niewolnictwa nigdy nie było, zaś homoseksualizm nie podlegał karze już w II Rzeczypospolitej. Musieliby dostrzec olbrzymi szacunek dla kobiet i związany z nim znacząco niższy niż na Zachodzie odsetek przemocy wobec nich, co ściśle wiąże się z mocno rozpowszechnionym kultem Matki Bożej. W końcu musieliby zadać pytanie: dlaczego polskiego narodu i jego kultury nie chroni się tak jak Indian i Aborygenów? Jendrzejczak zna odpowiedź i pewnie by kosmitom zaraz to wyjaśnił: „To przez polski katolicyzm, który charakteryzuje przywiązanie do tradycyjnej rodziny, do życia nienarodzonych, do wyższości człowieka nad zwierzęciem, do przekonania o obiektywnym charakterze moralności opartej na Dekalogu3. Jak to ładnie i trafnie ujął: „To z racji katolicyzmu i tradycyjnej etyki niektórzy piewcy tolerancji widzieliby Polaków nie jako Indian chronionych przed bezdusznym walcem globalistycznej agendy, lecz jako przez ten walec rozjechanych4.

  Ja się tam z Jendrzejczakiem kłócił nie będę, a już tym bardziej z kosmitami. Ja mu tylko polecam szybką wizytę u jakiegoś znanego psychiatry. Nie wiem, czy to mu pomoże, ale spróbować warto gdyż takie stadium kosmologicznego zidiocenia nic dobrego nie wróży. Gadać z kosmitami już samo w sobie jest paranoją. W „Wyborczej” ukazał się artykuł5 z cytatami dr Skrzydlewskiego (tego od cnót niewieścich), z których można wysnuć wniosek, że tenże doktor, absolwent KUL, pewnie kiedyś miał spotkanie z kosmitami. Jak wskazują liczne relacje świadków spotkań z UFO, spotkanie z nimi skutkuje poważnym i nieodwracalnym urazem mózgu. Być może dla niego zamiast kosmitów były to niebiańskie anioły, gdyż nikt nie wie jak wyglądają kosmici, i co ich różni od aniołów, których też nikt nie widział. Niemniej skutek jest zawsze taki sam.

 

Przypisy:
1,2,3,4 - https://pch24.pl/rezerwat-busz-stryczek-lewica-broni-indian-a-co-z-polakami/
5 - https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,27335816,cnoty-niewiescie-kim-jest-dr-hab-pawel-skrzydlewski-doradca.html?_ga=2.69427600.1843085188.1626496528-1186092146.1626496528#S.main_topic_2-K.C-B.2-L.2.maly